1957-1966 - POWSTANIE REKTORATU (RELACJA KS. JANA KRAWCA)

 POWSTANIE REKTORATU PARAFIALNEGO PRZY KOŚCIELE SALEZJAŃSKIM

PW. MATKI BOŻEJ WSPOMOŻENIA WIERNYCH

(ks. J. Krawiec sdb, W blasku dębnickiego krzyża, Kraków 2013, s. 172-187)

PRZYCZYNY POWOŁANIA REKTORATU NA ŁOSIÓWCE

Ks. W. Kapczuk, obejmując w 1957 r. obowiązki proboszcza parafii św. St. Kostki, dobrze znał działalność duszpasterską salezjanów pracujących w seminarium i w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Jako dyrektor seminarium doceniał i popierał efekty ich pracy. Od początku lat 50. osiedle przy ul. Praskiej powiększyło się o przeszło 190 nowych mieszkań. Stało się tak dzięki nadbudowie drugiego piętra we wszystkich blokach. Powstały też nowe wojskowe bloki. Zamieszkało w nich około 800 młodych osób, głównie z rodzin wojskowych i milicyjnych. Dotąd zakres działalności salezjanów przy kościele ograniczał się tylko do bardzo dobrze prowadzonego Oratorium, nauczania religii w salce katechetycznej, odprawiania nabożeństw, głoszenia kazań, słuchania spowiedzi świętej i odbywania kolędy. Księża nie interesowali się innymi sprawami duszpasterskimi i poznawaniem codziennych problemów mieszkańców osiedla. Uważali, że należy to do duszpasterzy z parafii św. St. Kostki. Jednocześnie ks. W. Kapczuk jako nowy proboszcz spostrzegł, że tutejsi księża, sprawując posługi związane z chrztami, ślubami i pogrzebami wiernych z bloków osiedla przy ul. Praskiej, nie zajmowali się innymi ich sprawami. Sądzili bowiem, że dobrze to czynią księża pracujący przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, z którymi mieszkańcy osiedla byli bardzo mocno związani, szczególnie przez dzieci i młodzież.

 

Ks. proboszcz W. Kapczuk pragnął wyeliminować zauważone braki w koordynacji pracy duszpasterskiej księży, ujemnie wpływające na rozwój duchowy wiernych mieszkających na osiedlu przy ul. Praskiej. Po erygowaniu nowej niezależnej parafii w Pychowicach, pięknie rozwijającej się pod przewodnictwem ks. proboszcza S. Marchaja, przyszła kolej na pełne duszpasterstwo parafialne przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Według projektu ks. proboszcza wpierw powinien być mianowany przez władze zakonne rektor kościoła. Księża i klerycy w seminarium, za zgodą Kurii i ks. proboszcza, mają prowadzić pełną działalność duszpasterską: udzielać w kościele sakramentu chrztu świętego, błogosławić, na podstawie delegacji ks. proboszcza, związki małżeńskie, prowadzić pogrzeby oraz księgi parafialne, tj. raptularze chrztów, pogrzebów i ślubów, z których dane mają być wpisywane do ksiąg parafii św. St. Kostki. Wynika to z faktu, iż duszpasterstwo przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych nie jest parafią urzędowo erygowaną. Ma tylko prawo wydawać odpowiednie zaświadczenia o przyjętych sakramentach świętych.

Ks. proboszcz omówił powyższy problem duszpasterstwa parafialnego przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych z ks. dyrektorem seminarium Szczepanem Foksem, ks. inspektorem Józefem Królem i ks. Janem Krawcem, zajmującym się organizacją nabożeństw w kościele. Następnie udał się do ks. kardynała K. Wojtyły i przedstawił mu w szczegółach projekt prowadzenia przy tym kościele pełnego duszpasterstwa parafialnego przez wyznaczonego kapłana pod nadzorem proboszcza parafii św. St. Kostki. Nawiązywał w ten sposób do sytuacji podczas I wojny światowej, gdy ks. J. Świerc pracował w stacji emigracyjnej w Oświęcimiu na Zasolu z pomocą innych salezjanów, z polecenia ks. bpa A. Sapiehy i aprobatą miejscowego proboszcza.

Ks. kardynał po dokładnym zapoznaniu się z projektem ks. proboszcza W. Kapczuka wyraził ustnie zgodę na jego realizację. Jednocześnie oświadczył, że gdy tak zorganizowane duszpasterstwo parafialne będzie się pomyślnie rozwijało, to w przyszłości każdorazowy rektor kościoła może być przez Kurię mianowany wikariuszem parafii św. St. Kostki z rezydencją przy kościele rektoralnym. Wtedy także, bez udzielania przez ks. proboszcza w poszczególnych wypadkach delegacji, jako wikariusz parafialny będzie mógł błogosławić małżeństwa oraz wykonywać wszystkie inne obowiązki duszpasterskie. Jedynie urzędowe księgi parafialne chrztów, ślubów i pogrzebów będzie dalej prowadzić parafia św. St. Kostki.

 USTANOWIENIE REKTORATU NA ŁOSIÓWCE

Ks. proboszcz Kapczuk powiadomił ks. inspektora J. Króla o zgodzie ks. kardynała na prowadzenie przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych duszpasterstwa parafialnego pod bezpośrednim nadzorem proboszcza parafii św. St. Kostki. Ks. inspektor podczas wizytacji kanonicznej przeprowadzanej w seminarium (1 lutego 1966 r.) wezwał do siebie ks. J. Krawca i stwierdził m.in.:

Biorąc pod uwagę zgodę ks. kardynała Karola Wojtyły na prowadzenie duszpasterstwa parafialnego przy kościele seminaryjnym MB Wspomożenia Wiernych oraz życzliwość ks. proboszcza Kapczuka, który mnie prosi, bym pierwszym rektorem kościoła, mającego spełniać pod nadzorem ks. proboszcza obowiązki duszpasterskie, nie wyłączając udzielania w kościele chrztów, błogosławienia po otrzymanej delegacji ks. proboszcza związków małżeńskich, prowadzenia pogrzebów i innych czynności duszpasterskich, mianował księdza, gdyż ks. już w Lublinie na prośbę ks. prałata Michała Słowikowskiego dobrze zorganizował pracę duszpasterską w kościele Najświętszego Zbawiciela oraz obecnie z polecenia ks. dyrektora Szczepana Foksa jako katecheta zajmuje się bezpośrednio sprawami związanymi z organizacją i prowadzeniem działalności duszpasterskiej przy kościele MB Wspomożenia Wiernych.

Realizując prośbę ks. proboszcza Kapczuka, zwalniam ks. z obowiązków katechety kleryków i mianuję rektorem kościoła, by zajął się wyłącznie i bezpośrednio pod przewodnictwem ks. proboszcza Kapczuka organizacją i działalnością duszpasterską przy kościele MB Wspomożenia Wiernych w Krakowie.

Następnego dnia (2 lutego 1966 r.), podczas obiadu, ks. inspektor ogłosił wszystkim współbraciom, że ks. J. Krawiec, pełniący obowiązki katechety Salezjańskiego Instytutu Teologicznego, został mianowany rektorem kościoła Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Jego następcą, czyli katechetą został ks. Henryk Opolka, mieszkający w seminarium. Nominaci mają natychmiast objąć powierzone im obowiązki.

Nowy rektor kościoła ks. J. Krawiec był już znany wiernym. Wygłosił kazania w pierwszą niedzielę lutego 1966 r. na wszystkich Mszach św. odprawionych o godz. 7.00, 9.00, 10.30 i 12.00. Poinformował słuchaczy, że za zgodą ks. kardynała K. Wojtyły oraz ks. proboszcza W. Kapczuka wraz ze współpracującymi z nim kapłanami ma pełnić obowiązki proboszcza dla mieszkańców bloków przy ulicy: Czarodziejskiej, Praskiej (od nr 42 do końca), Tynieckiej (od nr 18 do 81, tj. do domu państwa Baranów) oraz Pietrusińskiego. Za zgodą ks. proboszcza Kapczuka może udzielać sakramentu chrztu świętego, błogosławić związki małżeńskie i wykonywać inne czynności duszpasterskie. Wydzielona część parafii św. St. Kostki nie była kanonicznie erygowaną parafią, a tylko samodzielnym duszpasterstwem. Dlatego wierni mieszkający przy wspomnianych ulicach mogli, gdy sobie tego życzyli, chrzcić dzieci oraz zawierać związki małżeńskie w kościele parafialnym lub w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

Wierni przyjęli z entuzjazmem i wielką radością wspomnianą wiadomość. Cieszyli się, że ich pragnienia zostały spełnione i księża salezjanie pracujący w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych pod przewodnictwem ks. rektora J. Krawca roztoczą nad nimi bezpośrednią opiekę duszpastersko-parafialną.

Na pierwszym spotkaniu z mieszkańcami osiedla, które odbyło się w salce katechetycznej w drugą niedzielę lutego 1966 r., wśród omawianych problemów i życzeń duszpasterskich bardzo ważnym okazało się pragnienie, by salezjanie w działalności duszpastersko-parafialnej zajęli się wychowaniem nie tylko chłopców i młodzieży męskiej, ale również dziewczynek i młodzieży żeńskiej. Wskazano też na potrzebę działalności charytatywnej. Ponadto wypłynęła sprawa trudności w dojściu do kościoła. Życzeniem mieszkańców było pilne zbudowanie nowej drogi lub modernizacja wąskiej, błotnistej, polnej ścieżki biegnącej pomiędzy uprawianym przez salezjanów własnym polem a wydzierżawionym od miasta obszernym terenem. Zasadzone tu ziemniaki oraz obsiane zbożem pole były dużą pomocą w utrzymaniu Salezjańskiego Seminarium, znajdującego się w trudnych warunkach.

BUDOWA DRÓŻKI DO KOŚCIOŁA

Dwa ostatnie życzenia pokrywały się z uwagami ks. proboszcza Kapczuka. Dziękując ks. J. Krawcowi za przyjęcie obowiązków rektora kościoła, życzył mu, aby jak najprędzej wtopił się w środowisko mieszkańców osiedla i podjął jego trudne problemy duszpasterskie i społeczne, m.in. naprawienie i poszerzenie błotnistej ścieżki biegnącej od bloków do Wisły i kościoła, ułatwiającej wiernym dojście do kościoła, szczególnie w czasie padającego deszczu i niepogody. Ks. J. Krawiec pod koniec spotkania zapewnił wiernych, że w miarę możliwości będzie się starał realizować ich postulaty. Już w następną niedzielę zwróci się z prośbą do wiernych o pomoc w naprawie wąskiej ścieżki polnej od bloków do Wisły i kościoła. Jednak Zygmunt Siwiec, aktywny działacz społeczny na tym terenie, poprosił nowego rektora, by tej sprawy na razie publicznie nie poruszał, gdyż muszą ją najpierw omówić mieszkańcy osiedla. Po odejściu zebranych pan Zygmunt krótko wyjaśnił: Proszę księdza, o budowie jakiejś drogi, a nawet naprawie i przebudowie polnej ścieżki proszę wiernym nie mówić, bo gdy władze partyjne się o tym dowiedzą, nie tylko, że nie dadzą na to zezwolenia – jak dotąd nie wyraziły na to zgody – ale w pracy księdzu przeszkodzą, gdyż budowa i przebudowa dróg należy do władzy miasta. W tej trudnej sytuacji ks. musi sam bez rozgłosu z pomocą kilku kleryków – nawet ja, chociaż mam trzech synów, w tej sprawie, by nie zwracać uwagi, księdzu nie mogę pomóc – wysypać jakimś żwirem około 1 metra szeroką polną błotnistą ścieżkę biegnącą przez salezjańskie i miejskie pole, a gdy w tym nikt nie będzie przeszkadzał, to można ją będzie powoli na tyle poszerzyć, by kiedyś do kościoła i seminarium, do którego obecnie jest tylko dojazd wałem Wisły, można było od bloków dojechać nową drogą wygodnym samochodem.

Korzystając z rad doświadczonego Z. Siwca, bez rozgłosu, zwożono furmankami żużel z wypalonego koksu z kotłowni w dużej cieplarni ogrodniczej przy ul. Tynieckiej 18, z parafii św. St. Kostki, z Zakładu przy ul. Zielnej 41 oraz z seminarium. Powoli, z wielkim trudem, z pomocą kilku kleryków, wysypywano żużlem błotnistą ścieżkę, szeroką około 1 metra. Stopniowo stawała się sucha i bardzo wygodna, utrwalana i równana walcem, znajdującym się na seminaryjnym boisku sportowym.

Niestety, zgodnie z zapowiedzią Z. Siwca, tuż po rozpoczęciu pracy przy naprawie ścieżki zjawiło się dwóch milicjantów, którzy zapytali ks. rektora J. Krawca: Na jakiej podstawie z klerykami buduje drogę pomiędzy osiedlem i Wisłą? Ks. rektor odpowiedział krótko na zadane pytanie:

Panowie widzą, że nie jest to żadna droga, ale wysypanie tylko żużlem wąskiej błotnistej ścieżki, którą od wielu lat mieszkańcy bloków za zgodą salezjanów przechodzą każdego dnia do łódki na Wiśle, którą przepływają na drugą stronę rzeki, udając się na Salwator do tramwaju, którym odjeżdżają do miasta, a w niedzielę przychodzą tą ścieżką do kościoła na Mszę świętą.

Funkcjonariusze milicji zauważyli, że pokryta żużlem wąska ścieżka, istniejąca już od wielu lat, prowadząca przez pole salezjanów i teren miejski, nie jest budową nowej drogi. Po stwierdzeniu tego faktu, nic już nie mówiąc, odeszli. Można więc było kontynuować z trudem rozpoczętą pracę. Wkrótce na zebraniu mieszkańców bloków, gdy ścieżka została utwardzona i wywalcowana, jeden z towarzyszy partyjnych wraz z towarzyszką podnieśli krzyk:

Dlaczego salezjanie bez zezwolenia wybudowali nową drogę pomiędzy blokami a kościołem i Wisłą? Kto im na to pozwolił? Obecny na spotkaniu Z. Siwiec zapytał: Czy pan widział tę drogę? – Nie! – Więc radzę panu, by najpierw ją zobaczył i przekonał się, że nie jest to żadna droga, ale dawna wąska, błotnista ścieżka wysypana żużlem, ułatwiająca mieszkańcom bloków dojście do Wisły oraz do kościoła, za co salezjanom powinniśmy być bardzo wdzięczni, gdyż dla wygody powinniśmy to już byli dawno sami zrobić lub postarać się, by to wykonały władze miejskie.

Po wyjaśnieniu sprawy przez Z. Siwca nikt z władz nie interesował się już pracami przy ścieżce. Dalej była ona poszerzana, utwardzana i walcowana w miarę dostarczania kolejnych transportów żużla, głównie przez kotłownię przy ul. Tynieckiej. Powoli powstawała równa i sucha droga, którą można było spokojnie oraz bezpiecznie dojechać samochodem do kościoła i seminarium.

Wykonanie żużlowej nawierzchni na dość szerokiej drodze okazało się bardzo korzystne i pożyteczne dla pracy duszpasterskiej. Nie tylko w pogodne, ale i deszczowe dni do kościoła przychodziło o wiele więcej wiernych niż dawniej. Teraz mogli wygodną trasą, zamiast do różnych kościołów w mieście, udawać się na nabożeństwa liturgiczne do własnego, blisko położonego kościoła. W godzinach 7.00, 9.00, 10.30 i 12.00 odprawiane tu były niedzielne Msze św.

ORGANIZACJA ŻYCIA RELIGIJNEGO, W TYM KATECHEZACJI

Niezależnie od usuwania przeszkód terenowych, utrudniających wiernym uczęszczanie na nabożeństwa do swojego kościoła, od samego początku przystąpiono do organizowania życia religijnego oraz wtapiania się w środowisko mieszkańców osiedla. W związku z odejściem ks. Stanisława Wawrzkiewicza po wakacjach 1966 r. do pracy duszpasterskiej w parafii św. St. Kostki katechizacją dzieci i młodzieży zajął się nowy rektor kościoła. Pracując z nimi od pierwszej do jedenastej klasy włącznie, starał się zachęcić do udziału w lekcjach religii jak najwięcej uczniów, zwłaszcza z rodzin wojskowych i milicyjnych. Nie była to sprawa łatwa, bowiem np. w 1966 r. na około 20 dzieci z osiedla zapisanych do I klasy szkoły podstawowej zgłosiło się na naukę religii do salki katechetycznej zaledwie 6 osób. Uczennice i uczniowie z rodzin wojskowych i milicyjnych nie przychodzili na katechizację.

W tej sytuacji ks. rektor prosił dzieci, by zachęcały kolegów i koleżanki do uczęszczania na zajęcia w salce katechetycznej. Ponadto sam organizował im różne gry i zabawy przed lekcjami, a także po ich zakończeniu. Prezentował także bardzo ciekawe opowiadania o partyzantach, wojnie i innych wydarzeniach. Wówczas nie było jeszcze rozpowszechnionej telewizji i łatwo dostępnych filmów. Dlatego dzieci z wielką ciekawością i zainteresowaniem słuchały ks. rektora. W najciekawszym momencie opowiadanie było przerywane z powodu skończonej lekcji. Ks. rektor zapewniał dzieci, że dokończy je na następnej katechezie. To sprawiało, że coraz więcej dzieci z rodzin wojskowych i milicyjnych przychodziło na kolejną katechizację, choć nie było zapisanych przez rodziców.

Zaciekawione dzieci pytały ks. J. Krawca, dlaczego nie sprawdza obecności uczniów pochodzących z rodzin wojskowych i ich nie pyta? Wtedy padała odpowiedź: Dlatego, że ich rodzice nie zapisali na katechizację, dlatego ich nie pytam, ani nie sprawdzam ich obecności, a ponieważ bardzo wzorowo zachowują się na lekcji, czy mam je z katechizacji usunąć? Na te słowa dzieci z radością wołały: Nie!... Nie!...

Stopniowo na katechizację przychodziło coraz więcej uczniów. Jednak po kilku lekcjach zaczęły się zgłaszać zalęknione matki nie zapisanych dzieci. Zapewniały ks. rektora, że są wierzące i praktykujące. Razem z mężami uczęszczają na niedzielne Msze św. do różnych kościołów. Nie zapisują jednak dziecka na katechizację z obawy, że mężowie z tego powodu mogą utracić pracę w wojsku. W komentarzu padły z ust ks. rektora następujące słowa:

Pani nie musi zapisywać dziecka na religię. Ja też nie będę go zapisywał, podobnie jak i inne dzieci z rodzin wojskowych. Przy sprawdzaniu obecności nie będę go wyczytywał, ani pytał przy innych uczniach i uczennicach lub usuwał z katechizacji. Mąż zapytany w pracy o wysyłanie dziecka na lekcje religii odpowie zgodnie z prawdą, że dziecko nie jest przez rodziców zapisane na katechizację. Ksiądz go nie wyczytuje. Gdy dziecko z innymi kolegami lub koleżankami idzie na lekcje religii, to przecież z tego powodu nie można go bić lub karać. Oficer polityczny po takiej odpowiedzi, jak mi wiadomo, już po raz drugi nie wzywa na tzw. czerwony dywanik. Nikt z powodu faktu, że dziecko uczęszcza na katechizację, nie został zwolniony z pracy w jednostce wojskowej.

Nie zapisane dziecko, ale chodzące na lekcje religii, może otrzymać na życzenie rodziców zaświadczenie o przygotowaniu do pierwszej Komunii św. Może ją przyjąć w każdym innym kościele. W naszym może to uczynić w tajemnicy, przy drzwiach zamkniętych, w umówionym przez rodziców dniu i godzinie. Dla wielu rodzin wojskowych stworzyliśmy taką możliwość.

Z początkiem 1969 r. prawie wszystkie dzieci wierzących rodziców z osiedla uczęszczały na katechizację. Działo się tak przede wszystkim dzięki ich dobrej woli. Początkowo z pewną bojaźnią i lękiem, potem coraz odważniej rodzice wysyłali swoje dzieci na lekcje religii. Pożądane efekty przynosiły także zachęty kolegów i koleżanek oraz aktywność katechety, który grzecznie zapraszał na zajęcia z religii dzieci napotkane pomiędzy blokami, na boisku sportowym lub lodowisku seminaryjnym. W październiku 1969 r. z katechizacji korzystało 125 zapisanych uczniów i uczennic szkoły podstawowej (od pierwszej do siódmej klasy) oraz 98 – szkoły średniej. Do końca roku podane liczby poważnie wzrosły. W 1970 r. na lekcje religii przy kościele MB Wspomożenia Wiernych przychodziło już 165 uczniów szkół podstawowych, 154 – szkół średnich oraz 16 przedszkolaków. Do pierwszej Komunii św. przystąpiło 17 dzieci.

Powiększenie się liczby dzieci i młodzieży na katechizacji, głównie z rodzin wojskowych i milicyjnych, nie podobało się władzom partyjnym. Próbowały katechezę w różny sposób utrudnić, a nawet bojkotować. Pod tym kątem instruowano także uczniów spoza terenu duszpasterskiej działalności salezjanów. Oto wspomnienia ks. rektora J. Krawca:

Pewnego dnia w październiku 1966 r. podczas prowadzonej o godz. 20.00 katechezy odwróciłem się do tablicy, by coś na niej zapisać. Czterech złośliwych bojówkarzy obrzuciło ściany świeżo wymalowanej salki przyniesionymi w tym celu śliwkami. Jakoś szczęśliwie ten wandalski złośliwy fakt cierpliwie przeżyłem. Uspokoiłem podekscytowanych i podburzonych przez kogoś niektórych uczniów. Lekcję przeprowadziłem, ale na świeżo wymalowanych ścianach pozostały paskudne brudne plamy po rozbitych śliwkach.

Kiedy indziej podczas prowadzenia katechizacji niektórzy podejrzani uczniowie zadawali mi prowokujące polityczne pytania, na które spokojnie odpowiedziałem, że na katechezie nie zajmujemy się polityką. Mówimy o tym, jak niebo chodzi i jak się do nieba dochodzi, tj. mówimy o tym, w co wierzyć i jak żyć, by się zbawić. Kilka razy w czasie katechezy nieznani młodzi chuligani złośliwie kopali w drzwi salki katechetycznej. Uderzali w okna, krzyczeli i wyli pod oknami. Przeszkadzali w prowadzeniu katechezy. Były to bardzo trudne i nerwowe dla mnie przeżycia, gdyż idąc wieczorem na katechizację nie wiedziałem, co się podczas niej wydarzy i jak na to zareagować, by się nie dać sprowokować oraz nie zniechęcić i przerazić różnymi złośliwymi wybrykami, celowo organizowanymi.

Pewnego dnia po skończonej wieczornej katechezie w tajemnicy dowiedziałem się od syna kapitana, uczęszczającego na katechezę, że osoby przeszkadzające w katechezie i młodzi ludzie krzyczący pod oknami to uczniowie z Zakrzówka, którzy namawiali nie tylko jego, ale również innych uczniów, synów wojskowych, by przeszkadzali i bojkotowali prowadzenie lekcji religii. Zorganizowana grupa nie tylko utrudniała prowadzenie katechezy, ale także zaczepiała uczennice i uczniów spokojnie idących lub wracających z katechezy.

W tej trudnej sytuacji klerycy, za zgodą przełożonych, dyżurowali na zewnątrz kościoła i salki w czasie wieczornej katechizacji. Z ukrycia robili zdjęcia bojówkarzy. Uchwycili scenę układania przez nich dużych kamieni przed drzwiami salki, przynoszonych sprzed kościoła, utrudniających otwarcie drzwi i opuszczenie pomieszczenia przez przebywających tam uczniów. Rozpoznani na zdjęciach złośliwi bojówkarze zostali ostrzeżeni, że gdy chuligańskie fakty się powtórzą, to sprawa będzie przekazana milicji. Wszyscy uczniowie uczęszczający na katechizację zostali pouczeni, że jeżeli ktoś będzie przeszkadzał lub źle się zachowywał podczas zajęć, będzie uważany za nasłanego agenta i natychmiast usunięty z katechizacji. Zgodnie z Konstytucją, zapewniającą wolność wyznania i religii, nie wolno przeszkadzać obywatelom w spełnianiu ich obowiązków religijnych.

Zdecydowana reakcja ks. rektora, rozpoznanie na zdjęciu bojówkarzy oraz dyżurowanie kleryków wokół kościoła i salki wywołały natychmiastowy pozytywny skutek. Odtąd nikt z młodzieży nie przeszkadzał ani nie bojkotował spokojnie prowadzonych lekcji religii. Za to wzmógł się nacisk prawny i administracyjny władz, mający na celu ograniczenie, utrudnienie, a nawet uniemożliwianie zajęć w kościelnych punktach katechetycznych. Władze państwowe domagały się ich zarejestrowania, zatwierdzenia uczących katechetów, przysłania wykazu katechizowanych dzieci i młodzieży oraz wyrażenia zgody na wizytację przedstawicieli władz oświatowych. Kierując się poleceniem Episkopatu, kapłani uczący religii nie zgadzali się na żadne z tych bezprawnych żądań.

Pewnego razu wieczorem podczas katechezy zjawił się niespodziewanie wizytator z Inspektoratu Oświaty. Przebieg jego odwiedzin opisał ks. J. Krawiec:

Ks. Po przedstawieniu pisma upoważniającego do przeprowadzenia wizytacji lekcji religii z młodzieżą poleciłem wszystkim zgromadzonym uczniom i uczennicom powstać na znak powitania przedstawiciela władz państwowych, a następnie iść spokojnie do domu, gdyż ja z panem Inspektorem pragnę spokojnie porozmawiać w sprawie wizytacji katechezy. Gdy młodzież odeszła, zdenerwowany przedstawiciel Inspektoratu zapytał:

Wiz. Dlaczego młodzież wysłałem do domu, uniemożliwiając przeprowadzenie wizytacji?

Ks. Na pytanie odpowiedziałem: Pan wizytator ma polecenie od swoich władz zwizytowania prowadzonej katechezy, a ja zgodnie z poleceniem biskupów mam nie zgodzić się na to bezprawne ingerowanie władz oświatowych w sprawy religijne i młodzież wysłać do domu, co zgodnie z poleceniem biskupów uczyniłem.

Wiz. Więc co ja mam napisać w swoim sprawozdaniu?

Ks. To, co pan widział: ks. prowadzący lekcję religii z młodzieżą grzecznie i kulturalnie przyjął i powitał pana wizytatora, ale po powitaniu nie zgodził się na przeprowadzenie wizytacji i zgodnie z poleceniem księży biskupów polecił młodzieży udać się spokojnie do domu. Dlatego wizytacja nie odbyła się.

Po pewnym czasie przyszło upomnienie i kara pieniężna za uniemożliwienie wizytacji przedstawicielowi władz państwowych i bezprawne istnienie nie zarejestrowanego punktu katechetycznego przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Salezjanie jednak nie zapłacili kary pieniężnej mimo ponagleń i gróźb karnych. Władze państwowe nie odważyły się użyć siły i przemocy do jej wyegzekwowania. Nie zabroniły też dalszego prowadzenia katechizacji przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

Wspominając o rozwijającej się katechizacji i związanych z nią trudnościach, należy z uznaniem podkreślić, że na osiedlu nie brakowało odważnych dzieci i matek, cierpiących z powodu publicznego wyznawania swojej wiary i spełniania praktyk religijnych. Pewnego dnia po skończonej katechezie przyszła do salki katechetycznej smutna i załamana babcia ze swoją wnuczką, mówiąc ze łzami w oczach:

Proszę księdza, nie wiem, czy za trzy dni w niedzielę moja wnuczka pójdzie z innymi dziećmi do pierwszej Komunii św., gdyż tatuś pracujący jako oficer w milicji kategorycznie jej tego zabrania. Dwa dni temu zrobił w domu wielką awanturę, podczas której zbił żonę oraz córkę, która ma całe plecy i ręce sine od mocnych uderzeń pasem wojskowym. Potem podarł i zdeptał jej katechizm.

Smutna babcia pokazała jego strzępy. Z kolei dziewczynka zaczęła prosić, aby mimo sprzeciwu tatusia, za zgodą mamusi i babci, mogła przystąpić do pierwszej Komunii św. Ks. Krawiec odpowiedział:

Oczywiście, że Cię Aniu dopuszczę, ale mam nadzieję, że gdy będziesz się modlić za tatusia, to on nie tylko się zmieni i pozwoli ci iść do pierwszej Komunii św., ale zezwoli ci z mamusią i babcią chodzić do kościoła oraz na lekcje religii.

Ania z mamusią i babcią przyszły w niedzielę do kościoła. W dużej torbie przyniosły piękną białą sukienkę, wianuszek i lilijkę. Po ich ubraniu w salce katechetycznej Ania wraz z innymi dziećmi radośnie przystąpiła do pierwszej Komunii św., którą bardzo głęboko przeżyła. Potem w salce katechetycznej zdjęła białą sukienkę i po przebraniu się pobiegła do swojego domu rodzinnego. Tatuś słuchający radia zachował się tak, jakby jej nie widział. W tej sytuacji Ania przebrała się w sąsiednim pokoju w białą sukienkę i z wianuszkiem na głowie wróciła. Mocno uścisnęła tatusia, ucałowała i podziękowała, że jej zezwolił iść do pierwszej Komunii św.

W obliczu szczerej oraz gorącej miłości Ani zimny i obojętny ojciec nie wytrzymał. Wzruszony rozpłakał się jak dziecko. Córkę z radością przytulił do swojego ojcowskiego serca i przeprosił za pobicia, zaś żonę i babcię za wszczynane kłótnie i awantury. Podczas skromnego posiłku przyrzekł, że zezwoli im uczęszczać do kościoła. Nie będzie zwracał uwagi na reakcje zwierzchników w pracy. Sam też z nimi w niedzielę zaczął uczęszczać na Mszę św. odprawianą w różnych kościołach w Krakowie.

PIERWSZE KOLĘDY I UROCZYSTOŚCI RELIGIJNE

Oprócz rozwiązywania problemów katechetycznych ks. J. Krawiec starał się wtopić i wniknąć w środowisko mieszkańców osiedla. Realizując ten cel, w 1967 r. odbył we wszystkich blokach wizytę duszpasterską, czyli kolędę. Tą drogą chciał dokładnie poznać różne problemy wiernych. Sporządził dokładną kartotekę mieszkańców żyjących w blokach przy ulicach obsługiwanych przez salezjanów.

Według kartoteki na wspomnianym terenie było 520 mieszkań. Przebywały w nich 543 rodziny oraz 1899 osób, z których 5 należało do Świadków Jehowy. Liczba rodzin i mieszkańców w ciągu kilku lat niewiele się zmieniała. Natomiast dużej zmianie uległa liczba rodzin przyjmujących kapłana z okazji wizyty duszpasterskiej – kolędy. W jednym z bloków wojskowych tylko trzy rodziny przyjęły kapłana chodzącego po kolędzie (1966 r.), w 1967 r. – 14 rodzin. W 1970 r. jedynie cztery rodziny nie życzyły sobie kapłana (na 26 mieszkających w bloku).

W następnych latach (po 1968 r.) wizytę duszpasterską odbywał ks. rektor z kapłanem katechizującym dzieci i zaangażowanym w inne prace duszpasterskie. Wierni byli o niej powiadamiani przez ministrantów dwa dni wcześniej. Wierzące rodziny wojskowych bardzo grzecznie i serdecznie przyjmowały kapłanów. Cieszyły się z odwiedzin ich rodzin przez znanych im księży. Prawie wszyscy mieszkańcy dawnych bloków czekali na kolędę. Do rzadkości należały rodziny nie przyjmujące kapłana w tej roli.

Kapłanów pracujących w duszpasterstwie z gorliwością wspomagali księża i klerycy z seminarium. Kapłani odprawiali nabożeństwa, głosili kazania, słuchali spowiedzi świętej i wykonywali inne czynności duszpasterskie. Klerycy spełniali obowiązki organisty. Dbali o jakość śpiewu dzieci i starszych podczas nabożeństw liturgicznych. Wykonywali również obowiązki kościelnego. Organizowali różne akademijki w kościele i poza świątynią, np. w maju przy grocie maryjnej przed seminarium. Tworzyli dekoracje szopki, wystrój Bożego Grobu. Pięknie śpiewający chór kleryków ubogacał nabożeństwa nie tylko w kościele na Łosiówce, ale również w świątyni na Dębnikach.

Na szczególną uwagę zasługuje uroczysta procesja Bożego Ciała, organizowana przez parafię. Brali w niej udział kapłani pracujący w seminarium, chór kleryków, dzieci po pierwszej Komunii św., dziewczynki należące do bieli, ministranci i bardzo liczna grupa wiernych uczęszczających do kościoła Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Ks. proboszcz w dawną oktawę Bożego Ciała przyprowadzał z kościoła parafialnego na procesję na Łosiówce w parku dzieci pierwszokomunijne, dziewczynki z bieli, ministrantów, przedstawicieli różnych bractw ze sztandarami oraz znaczną rzeszę wiernych. Następnie odprawił uroczystą Mszę św. oraz poprowadził procesję eucharystyczną do czterech ołtarzy, zbudowanych przez kleryków. Na zakończenie procesji wygłosił kazanie przy czwartym ołtarzu na boisku sportowym wypełnionym przez zgromadzonych wiernych. Podczas choroby zastępował go ks. wikariusz Jan Sikora lub inny kapłan pracujący w parafii.

Klerycy studiujący w seminarium uczestniczyli w różnych uroczystościach religijnych. Z polecenia przełożonych zajmowali się prowadzeniem Oratorium oraz Liturgiczną Służbą Ołtarza. Spośród kleryków na szczególne wyróżnienie zasłużył kl. Józef Sularz. Podczas ponad dwuletniej działalności w Oratorium był motorem i animatorem życia liturgicznego i rozrywkowego wśród ministrantów oraz oratorianów. Dzięki jego zabiegom sprawiono dla przeszło 40 ministrantów piękne stroje liturgiczne, a dla dziewczynek należących do bieli – śliczne kolorowe pelerynki.

Bardzo dobrze przygotowani liturgicznie ministranci oraz scholanki uświetniali swoimi śpiewami i występami nabożeństwa liturgiczne oraz akademijki religijne. Oprócz tego kleryk Józef z pomocą kolegów organizował zabawy, rozgrywki i inne zawody na boisku sportowym dla chłopców i ministrantów uczęszczających do Oratorium. Bardzo często w porze letniej urządzał z chłopcami rajdy rowerowe do różnych miejscowości w okolicach Krakowa (na drogach nie było wtedy dużego ruchu samochodowego).

Niewątpliwie tętniło wówczas życie religijne i liturgiczne w kościele na Łosiówce. Latem boisko sportowe zamieniało się w pole zabaw dzieci, zaś w zimie stawało się lodowiskiem, urządzanym przez kleryków. Rolę świetlicy jako miejsca gier i rozrywek spełniały, z reguły wypełnione, salka katechetyczna i duża sala teatralna. Stawały się centrum życia dla wielu dzieci i młodzieży. Ich religijność powoli się pogłębiała i dojrzewała. Wyrazem tego była powiększająca się liczba dzieci, młodzieży i starszych biorących udział w nabożeństwach liturgicznych.

Ks. rektor J. Krawiec bardzo często, głównie przed uroczystościami kościelnymi czy ważniejszymi wydarzeniami w parafii, wygłaszał kazania na wszystkich Mszach św., podczas których zachęcał wiernych do gorliwego i regularnego uczęszczania na niedzielną liturgię, udziału w Gorzkich Żalach, Drodze Krzyżowej, nabożeństwach majowych, czerwcowych i różańcowych, a także w nabożeństwach z okazji pierwszego piątku miesiąca. Wierni słuchali tych zachęt i nie przechodzili obojętnie obok nich. Dobitnie świadczyła o tym powiększająca się frekwencja parafian w kościele. Potwierdzeniem są przytoczone niżej dane liczbowe.

W niedzielę 12 marca 1967 r. w kolejnych Mszach św. uczestniczyło: o godz. 7.00 – 111 osób, o 9.00 – 468 (głównie dzieci i młodzież), o 10.30 – 122, o godz. 12.00 – 141. Razem 842 osoby. W Wielkanoc 26 marca 1967 r. w rezurekcji o godz. 6.00 rano wzięło udział 498 osób. Wypełniły one kościół oraz chóry główny i boczny, który wtedy nie był oddzielony kolorowymi witrażami. Na Mszy św. o godz. 9.00 były 322 osoby, o godz. 10.30 – 141, o godz. 12.00 – 124. Razem w Wielkanoc modliło się 1085 wiernych.

W Święta Wielkanocne oraz w zwyczajne niedziele i święta pewna liczba wiernych mieszkających w blokach dalej uczęszczała na nabożeństwa do kościoła parafialnego na Dębnikach, zwłaszcza w niedzielę po południu. Z powodu małej liczby chętnych w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych nie było bowiem potrzeby odprawiania wieczornej Mszy św. W Gorzkich Żalach z kazaniami pasyjnymi, głoszonymi głównie przez ks. rektora, brało udział około 200-230 dzieci, młodzieży i osób starszych. Z kolei w Drodze Krzyżowej o godz. 17.00 uczestniczyło około 140 dzieci, zaś o godz. 18.30 – od 80 do 100 osób. Na nabożeństwa majowe i następujące tuż po nich akademijki przy grocie Niepokalanej przed seminarium przychodziło około 160, a niekiedy 260 wiernych, głównie dzieci.

Na uwagę zasługuje duży udział wiernych w nabożeństwie dziękczynno-przebłagalnym, odprawianym w ostatni dzień kończącego się roku o godz. 17.00. W tym dniu parafianie przed pójściem na zabawy i sylwestrowe rozrywki gremialnie przychodzili do świątyni, aby podziękować Bogu za szczęśliwie przeżyty rok. Z głęboką wiarą i ufnością modlili się o zdrowie i błogosławieństwo Boże w nadchodzącym nowym roku.

Według dokładnych danych z 1967 r. w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych ochrzczono 7 dzieci. Zawarto także 7 związków małżeńskich i celebrowano 8 pogrzebów. Urzędowe dokumenty z ich wykazem, zredagowane w kancelarii kościoła Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, są przechowywane w kancelarii parafii św. St. Kostki. W nabożeństwach misyjnych i naukach, głoszonych przez oo. redemptorystów z okazji Nawiedzenia Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w parafii św. St. Kostki (3-12 listopada 1968 r.) i w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych (9-12 listopada), w każdym dniu uczestniczyło około 500 dzieci, młodzieży i osób starszych. Warto podać, że zgodnie z programem Nawiedzenia odbyła się Msza św. o godz. 2.00 w nocy, odprawiona przez ks. rektora dla osób uczęszczających do kościoła Matki Bożej Wspomożenia Wiernych na Łosiówce. Mimo nietypowej pory wierni prawie wypełnili świątynię, prosząc Matkę Najświętszą o opiekę nad swoimi rodzinami i naszą Ojczyzną.

Wspomniane dane statystyczne i inne fakty potwierdzają wyraźny rozwój życia religijnego mieszkańców osiedla, którzy w dużym procencie byli członkami rodzin wojskowych i milicyjnych. Napływające do nadbudowanych bloków nowe rodziny początkowo były niezbyt chętnie przyjmowane przez żyjących tu mieszkańców. Zapewniano ich bowiem, że nowe mieszkania będą przeznaczone głównie dla nich. Wkrótce jednak nawiązywano dobre kontakty z nieznanymi dotąd sąsiadami, którzy włączali się w życie społeczne i religijne osiedla. Świadczyć o tym może m.in. fakt, że wielu ministrantów i dziewczynek należących do bieli pochodziło z rodzin wojskowych i milicyjnych.

W 1969 r. przybył ks. Aleksander Karkoszka do pomocy w pracy duszpasterskiej przy kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Katechizował dzieci, opiekował się ministrantami i Oratorium. Organizował różne zabawy i rozrywki. Bez zezwolenia władz udało mu się nawet, dla zaproszonych tylko osób znajomych, zagrać tradycyjne Jasełka, na które przychodziło bardzo dużo osób, przede wszystkim dzieci.

DZIAŁALNOŚĆ PARAFIAN

Jednocześnie wielu aktywnych mieszkańców bloków rozwijało na osiedlu działalność społeczno-charytatywną i troszczyło się o zaspokajanie różnych potrzeb tutejszej wspólnoty. Kobiety ze Związku Pomocników Salezjańskich oraz Żywego Różańca chodziły po blokach z powodu nieszczęśliwego wypadku lub śmierci mieszkańca osiedla i zbierały od znajomych dobrowolne ofiary na pokrycie wydatków związanych z urządzeniem pogrzebu i inne potrzeby rodziny pogrążonej w smutku i żałobie. Gdy z biegiem czasu koszty pogrzebu pokrywano z ubezpieczenia państwowego, opisany zwyczaj zaczął powoli zanikać. Aktywni mieszkańcy interesowali się także osobami chorymi i znajdującymi się w trudnych warunkach ekonomicznych. Sami lub z pomocą ks. rektora spieszyli z pomocą finansową, a w razie potrzeby przynosili im nawet obiady z seminarium. Utworzone przy salezjańskim kościele duszpasterstwo parafialne spotkało się z wymierną troską wiernych. Pamiętali o jego utrzymaniu i zaopatrzeniu w niezbędne szaty i naczynia liturgiczne.

Zaangażowane kobiety roznosiły po osiedlu poświęcone opłatki wigilijne przed Bożym Narodzeniem. Zbierały wśród znajomych i sąsiadów dobrowolne ofiary na opał do ogrzewania kościoła, na kwiaty do Bożego Grobu i ołtarzy budowanych z okazji procesji Bożego Ciała. Dzięki ofiarności i życzliwości wiernych do kościoła zakupiono cztery ornaty, dwie kapy, piękne stroje liturgiczne dla ministrantów i bieli. Jednocześnie artysta ks. Jerzy Schneider wymalował całe wnętrze kościoła w stylu nowoczesnym.

OTYNKOWANIE BUDYNKU KOŚCIOŁA

Po zakupie do kościoła potrzebnych szat i naczyń liturgicznych oraz po konsultacjach z radą parafialną ks. rektor J. Krawiec powiadomił wiernych, że ma zamiar przystąpić do bardzo poważnej inwestycji (maj 1969 r.). Chodziło mu o otynkowanie zewnętrznych ścian kościoła. Prosił dzieci, młodzież i starszych, by składali dobrowolną ofiarę na pokrycie kosztów, odmawiając sobie różnych rzeczy, np. zakupu butelki alkoholu, ograniczenie palenia papierosów, słodyczy, pójścia na mecz lub do kina itd.

Skuteczność apelu zaskoczyła i zbudowała ks. rektora. Po omówieniu z różnymi firmami ceny i czasu otynkowania kościoła wybrał jedną z nich, która na najkorzystniejszych warunkach finansowych i czasowych przystąpiła do stawiania rusztowań i robót (9 września 1969 r.). Poszczególne rodziny składały na ten cel w kopertach na tacę nawet poważniejsze ofiary, bez podawania nazwiska i adresu. Dzięki hojności parafian zakończono tynkowanie kościoła 6 listopada 1969 r. Kosztowało ono 207 tysięcy złotych. W tamtych latach była to dość duża suma. Otynkowany kościół z pomalowanym blaszanym dachem nabrał majestatycznego wyglądu. Wierni cieszyli się, patrząc na niego. Był to widoczny owoc ich ofiarności, a nawet pewnego umartwienia i wyrzeczenia.

Po wytynkowaniu kościoła praca duszpasterska ks. rektora J. Krawca i ks. Aleksandra Karkoszki nadal bardzo dobrze się układała. Również życie religijne mieszkańców osiedla coraz bardziej się aktywizowało. Jednak w czerwcu 1970 r. ks. inspektor J. Król oznajmił ks. rektorowi J. Krawcowi, że ma zamiar mianować go proboszczem parafii Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Oświęcimiu. Swoją decyzję uzasadniał skalą problemów duszpasterskich w tej parafii, a także rozmową z ks. Stanisławem Motylem, dyrektorem tamtejszego Zakładu Salezjańskiego. Nominat miał się zająć potrzebami duszpasterstwa wiernych, odnowieniem i wymalowaniem dużego kościoła, założeniem w nim witraży, a także przygotowaniami do rozbudowy i powiększenia kościoła.

ZMIANA REKTORÓW - KS. KRAWCA ZASTĘPUJE KS. KARKOSZKA

Ks. J. Krawiec, otrzymawszy z Kurii dekret nominacyjny na proboszcza w Oświęcimiu, pożegnał się z wiernymi w ostatnią niedzielę sierpnia 1970 r. podczas wszystkich Mszy św. Podziękował im serdecznie za miłą i ofiarną współpracę oraz życzył, aby dalej z taką samą gorliwością współpracowali z następcą ks. A. Karkoszką, znanym z wytrwałej działalności, zwłaszcza wśród dzieci, ministrantów i młodzieży. Ks. J. Krawiec odjechał do Oświęcimia po oficjalnym pożegnaniu w godzinach popołudniowych 3 września 1970 r. Kronikarz podał, że dzieci gromadzące się wtedy na wieczorne nabożeństwo z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego, tłumnie i serdecznie, z kwiatami w rękach pożegnały odjeżdżającego duszpasterza.

Uroczyste pożegnanie ks. rektora J. Krawca miało wzruszający przebieg. Wśród licznie zgromadzonych dzieci widział te nie zapisane kiedyś na katechizację. Dla nich w tajemnicy, przy zamkniętych drzwiach kościoła, organizował pierwszą Komunię św. Ks. rektor wyjechał z żalem. Samochód poruszał się już nie wąską polną ścieżką, ale wysypaną żużlem równą drogą, nazwaną przez niektórych aleją ks. Jana Krawca, prowadzącą z Łosiówki do bloków. Udał się do Oświęcimia. Tutaj rozpoczął oficjalnie pracę duszpasterską w powierzonej mu parafii Matki Bożej Wspomożenia Wiernych (niedziela 6 września 1970 r.). Został serdecznie powitany przez licznie przybyłych parafian. Potem głosił dla nich kazania na wszystkich Mszach św.

W tym samym czasie (6 września 1970 r.) ks. A. Karkoszka podjął oficjalnie samodzielną działalność duszpasterską na Łosiówce. Po wygłoszonych kazaniach został bardzo serdecznie powitany przez wiernych. Nie ulega wątpliwości, iż dzieje pracy duszpasterskiej ks. rektora A. Karkoszki i jego następców, którzy byli mianowani rektorami kościoła Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, a także wikariuszami parafii św. St. Kostki z rezydencją przy kościele na Łosiówce, wymagają oddzielnego i dokładnego historycznego opracowania.