1943-44 r. - DWIE PACYFIKACJE

 1943-44 r. - Dwie niemieckie pacyfikacje na blokach

(ks. J. Krawiec sdb, W blasku dębnickiego krzyża, Kraków 2013, s. 121-124)

Wierni parafii dębnickiej, a zwłaszcza mieszkańcy robotniczych bloków, znajdujących się przy ul. Praskiej, niezależnie od pojedynczych, brutalnych aresztowań, przeżyli dwie zbrodnicze pacyfikacje. Pochłonęły one wiele niewinnych ofiar. Ich przebieg pragnę krótko przedstawić na podstawie różnych zapisków, wspomnień oraz relacji naocznych świadków. Niemieckie władze okupacyjne inwigilowały szczególnie robotnicze osiedle przy ul. Praskiej. Uważały tę część miasta za teren konspiracyjnej działalności ruchu oporu. Niektórzy świadkowie twierdzili, że pod sceną w sali kina Tęcza odbijano tajne ulotki na prymitywnych powielaczach, a potem rozprowadzano w Krakowie. Trudno dziś ustalić, czy hitlerowcy przed pierwszą pacyfikacją odkryli i skonfiskowali wspomniane urządzenia, a użytkowników aresztowali i zamordowali. Władze okupacyjne niewątpliwie dysponowały różnymi donosami o konspiracyjnej działalności niektórych mieszkańców osiedla robotniczego i postanowiły ją jak najprędzej zlikwidować.

 

W tym celu, pod osłoną nocy, gdy wielu mieszkańców jeszcze spokojnie spało, rozpoczęto pacyfikację osiedla (7 listopada 1943 r.). W ciszy otoczono wszystkie bloki, zamykając je w tzw. kotle. Z nadjeżdżających motorów i samochodów ciężarowych w pośpiechu wyskakiwali gestapowcy, umundurowani policjanci niemieccy i wielu innych w cywilnych ubraniach. Rozproszywszy się po osiedlu, wpadali z listami w ręku do kolejnych bloków, zabierając konkretnych podejrzanych. Następnie polecono pozostałym mężczyznom mieszkającym w blokach zgłosić się na ulicę Praską. Gestapowcy, po ich zatrzymaniu, znowu ruszyli w stronę bloków osiedla. Poszukiwali ukrytych mężczyzn w piwnicach, mieszkaniach i na strychach. Napotkanych sprowadzono do czekających już na ul. Praskiej aresztowanych. Wszystkich załadowano do samochodów ciężarowych i wywieziono do więzienia przy ul. Montelupich oraz do innych więzień. Niektórym z mężczyzn udało się, mimo rewizji, ukryć w przygotowanych kryjówkach. Z około 200 aresztowanych osób po paru dniach lub później tylko niektórzy szczęśliwie powrócili do swoich domów rodzinnych. O wielu słuch zaginął, gdyż zostali przez okupantów w różny sposób zamordowani.

Mieszkańcy osiedla przy ul. Praskiej po tragicznej pacyfikacji stali się ostrożni. Uważali, czy ktoś ich śledzi i podsłuchuje na ulicy, w pracy, a nawet w domu. Mimo czujności musieli przeżyć jeszcze kolejną pacyfikację. Miała ona pośredni związek z powstaniem warszawskim (sierpień 1944 r.) i bardzo pomyślnymi wiadomościami o szybko zbliżającym się froncie rosyjskim. Chwilowo został on zatrzymany na Wiśle i Bugu, by po pewnym czasie ruszyć z impetem dalej na zachód. Mieszkańcy Krakowa bardzo się ożywili i cieszyli, że zbliża się upragniona chwila wyzwolenia z niewoli niemieckiej. Z kolei okupanci byli przestraszeni faktem wielkich klęsk, jakie ponosiła, uważana dotąd za niezwyciężoną, armia niemiecka, cofając się w panice i popłochu na wszystkich frontach.

Niemcy obawiali się, aby mieszkańcy Krakowa nie poszli śladem powstańców warszawskich. Postanowili siłą ich sterroryzować i chwilowo obezwładnić. W niedzielę 6 sierpnia 1944 r. zorganizowali łapankę o niespotykanym dotąd zasięgu i skali. Aresztowania objęły mężczyzn na terenie całego miasta. Szczególnie dotknęły jednak mieszkańców robotniczych bloków przy ul. Praskiej.

Pierwsza niedziela sierpnia 1944 r. była piękna i słoneczna, ale z powodu zorganizowanej przez okupantów w całym mieście wielkiej łapanki nazwano ją Czarną Niedzielą. Wielu mieszkańców Dębnik, korzystając z letniej pogody, w godzinach popołudniowych udało się na pobliskie Skałki Twardowskiego, gdzie ojcowie z całymi rodzinami spacerowali, a inni spokojnie się opalali. Wielu mężczyzn i chłopców wybrało się też na boisko sportowe KS Garbarnia na Ludwinowie, by kibicować piłkarzom w meczu pomiędzy drużynami Cracovii i Garbarni. W pewnej chwili sędzia przerwał zawody. Kibice zaczęli szybko ze stadionu uciekać. Powodem była nadjeżdżająca na Dębniki duża kolumna niemieckich samochodów ciężarowych. Z zatrzymujących się motocykli i samochodów wyskakiwali gestapowcy i żołnierze niemieccy, którzy otoczyli osiedle przy ul. Praskiej oraz Skałki Twardowskiego, odcinając je od Wisły, Pychowic i Zakrzówka.

Niemcy z krzykiem i wrzaskiem wbiegali do kolejnych bloków. Po rewizji w piwnicach, mieszkaniach i na strychach wyprowadzali napotkanych mężczyzn na główną ulicę osiedla i na plac przed Domem Społecznym. Otoczeni przez Niemców aresztowani leżeli twarzą do ziemi przez kilka godzin, czekając w napięciu, co się z nimi stanie.

Tymczasem oddział gestapowców przeprowadzał rewizję w blokach. Inny dokonywał aresztowań na Skałkach Twardowskiego. Uciekająca grupa osób, głównie mężczyźni, razem z żonami i dziećmi, schroniła się w zabudowaniach państwa Baranów, przy ul. Tynieckiej 80, które dzisiaj już nie istnieją. Na szczęście nie zabroniło im tego dwóch żołnierzy niemieckich z dużym psem, którzyobok patrolowali. Nie bronili uciekinierom wejść do zabudowań i schronić się w kuchni, izbie, piwnicy i na strychu. W sumie było tam ponad pięćdziesiąt przestraszonych mężczyzn, kobiet i płaczących dzieci. Ich strach był wielki, bo słyszeli strzały hitlerowców dochodzące z zewnątrz.

Niemcy podczas pacyfikacji, bez ostrzeżenia, zastrzelili na działce nauczycielkę Helenę Patynę, żonę kierownika szkoły nr 30 na Dębnikach, która przyszła zabrać trochę jarzyn. Niestety, do domu już nie powróciła. Była ofiarą tragicznej obławy. Ponadto gestapowcy zastrzelili dwóch mężczyzn wracających do domu. Terroryzując osiedle, krzyczeli i strzelali do niewinnych ludzi. Jednak nie byli to już butni, pewni siebie hitlerowcy, jak to było jeszcze podczas poprzedniej pacyfikacji.

Wielu żołnierzy niemieckich, widząc szybko zbliżającą się klęskę i upadek niezwyciężonej niemieckiej Rzeszy, uczestniczyło w pacyfikacjach tylko z rozkazu. Nie chciało brać udziału w popełnianych zbrodniach. Widać to wyraźnie na przykładzie żołnierzy patrolujących przy zabudowaniach państwa Baranów. Pod koniec pacyfikacji do tego domu podeszło dwóch młodych żołnierzy, którzy chcieli wyprowadzić ukrywających się tam mężczyzn. Sierżant niemiecki, stojący obok z psem, dał im krótkie polecenie, że zgodnie z rozkazem mają szukać na skałkach, a nie w domu prywatnym. Dzięki tej życzliwej interwencji żołnierze nie weszli do domu i wszyscy w nim się ukrywający szczęśliwie ocaleli.

Druga pacyfikacja zakończyła się śmiercią kilku niewinnych ofiar. Ponadto wspomniani wyżej mężczyźni, leżący twarzą do ziemi, po paru godzinach zostali przez gestapowców załadowani do samochodów ciężarowych i pod silną eskortą przetransportowani do więzienia na Montelupich oraz do KL w Płaszowie. Stąd niektórzy nie powrócili już do swoich domów. W ostatnich miesiącach tragicznej okupacji zostali przez hitlerowców zamordowani.

Brutalną pacyfikację bloków obserwowali z ukrycia klerycy Salezjańskiego Seminarium, znajdującego się w bliskim sąsiedztwie. Wszyscy w wielkim strachu przeżywali ten fakt. Byli przygotowani na to, że zostaną aresztowani po nocnej rewizji pomieszczeń seminaryjnych, przeprowadzonej przez gestapo kilka dni wcześniej, oraz zatrzymaniu dwóch kleryków pochodzących z warszawskiej prowincji, gdzie toczyły się walki powstania warszawskiego. Na szczęście na razie to nie nastąpiło. Otaczający bloki żołnierze niemieccy oraz patrole chodzące po wale Wisły w pobliżu seminarium odeszli po zakończeniu pacyfikacji, nawet nie wstępując do gmachu seminaryjnego.

Parafianie dębniccy, mimo tragicznej pacyfikacji robotniczego osiedla, śmiertelnych ofiar oraz aresztowania dwóch kleryków, nie załamali się. Mieli coraz większą nadzieję, że szczęśliwie przetrwają prześladowania i doczekają końca zbrodniczego terroru oraz powitają zbliżającą się wolność.