Witamy na stronie www kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych w Krakowie

Strona główna ----> Wybór artykułów na poszczególne niedziele

Artykuł

XVII MIĘDZYNARODOWA PIELGRZYMKA PIESZA
15.07 - 26.07.2007 r

SUWAŁKI - WILNO




 

... i znowu wyruszamy radośni na pielgrzymi szlak

Radośni, gdyż będziemy bliżej Maryi przez tych kilka dni, na które każdy z nas otrzymał od Niej zaproszenie.

Tym razem zaproszenie mamy do Suwałk, gdyż tam 15.07.2007r. (również za rok w tym samym terminie) wyrusza XVII Pielgrzymka Piesza do Matki Miłosierdzia, co w Ostrej świeci Bramie, do Wilna. A zaproszenie przyszło taką okrężną drogą, przez siostrę Jadwigę ze Szczecina, która nam to przekazała w ubiegłym roku, na zakończeniu pielgrzymki "krakowskiej" w Częstochowie.

Czekałem na Nią aż 2 lata, gdyż tyle upłynęło od mojej poprzedniej bardzo trudnej Kętrzyn - Wilno (350 km), przez ten czas doświadczałem wiele łask Matki Bożej i wiem, że moimi pątniczymi szlakami kiedyś wyproszę te najważniejsze, które są moim celem, lecz o nich wie tylko nasza Matka, która ciągle czeka.

Organizatorami i ziemskimi opiekunami są suwalscy Salezjanie księdza Bosko, których zakon tam się znajduje. Wyjeżdżamy w deszczu z Krakowa bezpośrednim pociągiem "Wigry" o godz. 22.08 dwa dni wcześniej, by następnego dnia zobaczyć ten polski biegun zimna - Suwałki, które witają nas przepiękną pogodą i tak już pozostanie do Wilna.

Dworzec kolejowy (koniec torów) znajduje się dość daleko od naszego kościoła, w związku z tym taksówkarze robią na nas biznes. Przyjeżdżamy około godziny 9.00 i jesteśmy z tego pociągu pierwszą grupą, mamy dużo miejsca na znalezienie noclegu, gdyż powierzchni podłogowej w Zgromadzeniu Salezjańskim dostatek, a i warunki do mycia bardzo dobre. Odwiedzamy kościół dziękując Matce za zaproszenie.

Kościół nowoczesny, mocno zdobiony różnymi malowidłami sakralnymi, z prawej strony boczny ołtarz z wizerunkiem Matki Miłosierdzia, na zewnątrz wiele motywów jak z Lichenia, głazy kamienne np. z imionami apostołów, z popiersiami świętych, z płytami ku czci zamordowanych, a ogromny krzyż nazwany imieniem naszego Papieża, na szczycie kamiennego kopca figura Wspomożycielki Wiernych z Jezuskiem. Obok znajduje się błonie, gdzie można też rozbić namiot, gdyż wszyscy takowe posiadają, ale po co, jeśli możemy tą ostatnią noc spędzić pod dachem, a wspomnienia ostatnich deszczowych dni są jeszcze w pamięci.

Mamy dużo czasu, dopiero o 21 będzie Apel Jasnogórski, więc wyruszamy na zwiedzanie Suwałk, nasze pozostawione na podłodze bagaże zaznaczają zarezerwowane terytorium noclegowe, zwyczaj niepodważalny na wszystkich pielgrzymkach. Po kilku godzinach zmęczeni powracamy, a już tutaj bardzo dużo przyjezdnych.

Wypoczywamy, nawet udaje nam się zdrzemnąć, budzi nas wielki zgiełk - to już wieczór i na korytarzach, na trzech poziomach naszej noclegowni istny "Sajgon". Większość pielgrzymów już dojechała, wszyscy muszą się zarejestrować i opłacić swój udział, każdemu drukowany jest identyfikator potrzebny później do przekroczenia granicy, a kiedyś na starość cenne wspomnienie.

Jak się później dowiadujemy, pielgrzymi są mieszkańcami wielu miast i wsi z całej Polski, po prostu prawie nie ma tutaj miejscowych, jest też grupa z Niemiec i Ukrainy. Jest też wprowadzająca siostra Jadzia ze Szczecina.

Udajemy się do kościoła na Apel, po nim pierwsze organizacyjne ogłoszenia, pierwsze znajomości, już czujemy tą atmosferę, wiemy że będzie dobrze przez wszystkie 11 dni, a 270 km do przejścia to dla nas pikuś. Ciekawe czy ci, którzy tutaj przyjeżdżają, tak są zdyscyplinowani przez cały rok, tutaj w krótkim czasie zalega nocna cisza. Jutro wyruszamy radośni na pielgrzymi szlak. Hasło przewodnie tej pielgrzymki "Z Maryją przypatrzmy się powołaniu naszemu".

Ranek wita nas o godz. 5.00, szybka poranna toaleta, zdanie ciężkich bagaży na ciężarówki i do kościoła na rozpoczynającą Mszę Św. którą celebruje biskup diecezji ełckiej Jerzy Mazur.

Jest nas około 1300 osób; podzieleni jesteśmy na siedem kolorowych grup: biała, czerwona, złota, niebieska, pomarańczowa, zielona i żółta. Każda z grup ma swój hymn, którym rozpoczyna każdy etap marszu.

Najbardziej słyszalnym z nich była pieśń "Maria Maaaaryja Maria Maaaaryja".

My za namową siostry Jadwigi idziemy w grupie złotej, którą prowadzi ksiądz przewodnik Józef Majewski, jest również ksiądz rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Ełku, oraz ksiądz ze Słowacji, 2 kleryków i siostra z Zakonu Urszulanek i ponad 200 owieczek i baranków polskich i niemieckich. Niesiemy nasze osobiste intencje, oraz lekki ekwipunek potrzebny do przeżycia, trochę jedzenia, więcej picia, pamiętamy o nakryciach głowy, oddychamy wreszcie tym powietrzem wzmacniającym naszego ducha, wszelkie problemy z ostatnich dni pozostają gdzieś za nami.

 

Dzisiejszy etap "Powołanie do współpracy z Bogiem stwórcą" rozpoczynamy od pacierza i śpiewanych godzinek do NMP, oczywiście każda z grup ma inną kolejność tych śpiewów, co w całości tworzy niezwykły koncert, zwłaszcza dla osób mijanych przez nas miejscowości, którzy nas pozdrawiają, my też to odwzajemniamy. Rozpoczynają się nasze rekolekcje w drodze, prowadzone przez księdza przewodnika. Słowo dnia Łk. 1, 38 "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego Słowa".Tajemnica Różańca: Zwiastowanie.

Do przejścia mamy zaledwie 24 km, co daje nam szansę na rozruszanie mięśni, które inaczej były eksploatowane przez cały rok, etapy między poszczególnymi postojami porównywalne z pielgrzymką "krakowską" do Częstochowy 5 - 7 km, lecz tutaj dłużej się odpoczywa. Pogoda piękna. Mijamy (w oddali na horyzoncie) klasztor w którym w 1999r. odpoczywał nasz Papież, po trudach kolejnej pielgrzymki do Ojczyzny, idziemy obok wsi, w której jedna z rodzin gościła Jana Pawła II. Organizatorzy zapewniają darmowe pieczywo, oraz zupę (może być z repetą) na postoju obiadowym.

Szybko mija nam ten pierwszy etap, na horyzoncie widać wieże kościoła w Karsiborze, to probostwo naszego przewodnika, przeżywamy tutaj piękne powitanie przez miejscowe władze samorządowe i mieszkańców. Część z nich zabiera pielgrzymów na nocleg do swoich domów. Pozostali idą pod nasze bagażowe "ciężarówy" gdzie odbieramy ciężkie plecaki i w krótkim czasie wszyscy rozbijają namioty, gdzie się tylko da.

Krajobraz bardzo się odmienia, gdy w szczerym polu nagle staje ponad 500 namiotów, gdyż wszystkie grupy śpią w jednym miejscu. Do mycia oprócz wody potrzebna jest tutaj miednica, musimy takową zakupić. Dziękujemy za ten pierwszy etap naszej Matce, prosząc o dalszą opiekę i około godz. 22. 00 zasypiamy. Nieprawdopodobne, lecz taki tutaj regulamin. Jeszcze nie wiemy o największej porannej atrakcji.

 

Tą atrakcją jest pobudka w wykonaniu uczącego się grać na trąbce - godzina 5.00. Rozpoczynamy następny etap "Powołanie do świętości".

Słowo dnia - Łk. 1, 45 "Błogosławiona jesteś, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana". Tajemnica Różańca: Nawiedzenie.

Ranek piękny jak i cały dzień, który przed nami, dzisiaj tylko 20 km, gdyż tyle pozostało nam do przejścia granicznego w Ogrodnikach. Trasa biegnie przez piękne Mazury, jest tak ustawiona, by mogli w niej uczestniczyć wszyscy i młodzi i starzy, organizacja świetna, tylko gratulować Salezjanom.

Dochodzimy do ostatniego w Polsce miasta Sejny, gdzie będzie sprawowana Eucharystia w Bazylice Matki Bożej z cudowną figurką Matki. Ma ona otwierany przód, gdzie po otwarciu znajduje się ołtarzyk z ukrzyżowanym Chrystusem. Figurkę otwiera się tylko w dzień odpustu i kiedy przychodzi nasza pielgrzymka. Jest tutaj ostatnia szansa na kupno słodyczy i różnych pamiątek, później rozdawanych dzieciom na Litwie.

Po dłuższym odpoczynku idziemy dalej, wśród lasów i jezior modląc się i śpiewając, jesteśmy też przygotowywani do świętości przez naszego przewodnika, który przekazuje nam również jak przeżywać duchowo pielgrzymkę, że nie liczy się ich kilka, wystarczy jedna, ale pełna.

Lecz jakby można było nawet po tej najlepszej, zrezygnować z tych wszelkich przeżyć i wzruszeń, które pozostają na długi czas w naszej pamięci. Więc dopóki sił starczy, a i taka wola Boża, znów będziemy za rok. Teraz właśnie przechodzę 1500 km mojego pątniczego szlaku (oczywiście w kilku pielgrzymkach). Mam wiele pięknych wspomnień, z którymi dzielę się ich opisując, często drukowanych w lokalnych kościelnych wydawnictwach, może ktoś też wyruszy, może odnajdzie w sobie głos zaproszenia Matki.

Po drodze czeka atrakcja, to ułożony dla nas dywan kwiatowy na asfalcie (aż szkoda jego deptać), tak tutejsi witają pielgrzymów. Wiele takich dywanów będzie dla nas jeszcze na Litwie. Przypomniała mi się pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II, gdzie wszędzie na jezdni były ułożone kwiaty i cały orszak po nich jechał. Tak myśmy wtedy Jego witali. Lecz gdzież nam do Niego.

Dochodzimy na miejsce noclegu, łąkę pod lasem z rojowiskiem koników polnych, które wyjątkowo nam uatrakcyjniały czas w chwili stawiania namiotów. Obok piękne jezioro, lecz obowiązuje zakaz kąpieli. Kończy etap modlitwa, dzisiaj prowadzona przez kapelana "pograniczników", gdyż jesteśmy krok od granicy.

Będę tutaj publikował przy końcu kolejnych dni opinie innych sióstr i braci:

 

....pielgrzymowanie przypomina mnie życie. Niekiedy idzie się przez nie w podskokach, a niekiedy niemalże upadamy. Pielgrzymując ogarniamy myślą nasze codzienności rozmyślając nad sensem naszego istnienia - jaki cel wyznacza nam Bóg. Dlatego pielgrzymowanie traktuję jak rekolekcje życia zagłębiając się w jego sens.....

 

Dzień trzeci rozpoczyna trębacz ( kto budzi trębacza) o godzinie jak wczoraj i piękne słońce. "Powołanie do małżeństwa i życia w rodzinie" to temat dnia.

Słowem dnia - Mt 19, 6 "Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela". Tajemnica Różańca: Narodzenie

Modlitwą w obecności biskupa Sławoja Głodzia kapelana służb celnych rozpoczynamy drogę w stronę Ogrodnik i granicy z Litwą. Przejście szybko i sprawnie (nikogo nie zatrzymano), okazanie z marszu identyfikatorów, paszportów, lub dowodów osobistych i już Litwa. Przesuwamy zegarki o godzinę, jak również większość traci połączenia komórkowe. Jest tutaj równie pięknie, nadal lasy i jeziora. Atmosfera rewelacyjna, godna polecenia wszystkim tym, którzy cały rok gdzieś uganiają za kasą, żyją w ciągłym stresie, ogłupiani są przez media, stoją codziennie w smrodzie, w korkach na drodze. My tutaj również na drodze, lecz jakże inaczej, idziemy każdy ze swoimi intencjami, a Matka czuwa, abyśmy wykonali nasze postanowienia.

Dochodzimy do miejsca dzisiejszej Eucharystii obok drewnianego kościółka miejscowość Sventezeris, będzie też tutaj dłuższy postój i obiadowa zupa. Jest godzina 13.00 żar się leje z nieba, niektórzy nie wytrzymują, służby maltańskie muszą udzielać pomocy. W obstawie medycznej mają do dyspozycji 2 karetki.

Dzisiaj mamy jeden z dłuższych etapów, dlatego dochodzimy do miejsca noclegu w późnych godzinach mocno zmęczeni. Jak dopiero musi się czuć nasz przewodnik, który cały czas do nas przemawia, poprzez konferencje, modlitwę, oraz pieśni. Trudno też porównać nasze jasne przewiewne stroje, z jego czarną sutanną. I jeszcze nie tylko interesuje się stanowiskiem dowodzenia, tam gdzie mikrofon, ale również go widać na końcu "złotych".

Podsumowaniem dnia jest modlitwa i komunikaty kwatermistrza, zwykle niezbyt miłe. Na naszym biwaku zorganizowanym dzisiaj na boisku piłkarskim potrzebna jest miednica, każdy takową podpisaną posiada (jadą na ciężarówce), dzisiaj woda do mycia jest racjonowana. Jest to miejscowość Seirijai.

Śpimy po jednej stronie drogi, a po drugiej jest woda, nasze kuchnie, które wieczorami i rankami serwują kawę, herbatę i miętę. A przejście jest podziemne pod drogą. Cisza nocna też obowiązuje o 22.00 mimo cofnięcia czasu (jest jeszcze jasno).

 

... ta pielgrzymka była dla mnie najtrudniejszą w życiu, lecz dziś już to wiem, że najpiękniejszą i dokonującą w moim życiu ogromnych zmian duchowych, doskonała opieka i organizacja, oraz dyscyplina....

 

Czwarty dzień, rano jak zwykle - trąbka, lecz jakaś bardziej melodyjna z zaprogramowaną godziną. Czynności ranne takie jak codziennie, jak codziennie również piękne wypogodzone niebo. Zawsze czwarty dzień jest przełomowy, dotąd szło się wspaniale, bez żadnych otarć i bąbli, a dzisiaj będziemy mieli pod nogami trochę asfaltu i trochę żwirówki.

Ranna Msza Św. z polowym, a raczej bramkowym ołtarzem, sprawowana jest między słupkami na boisku, gdzie wcześniej spaliśmy. I dalej w drogę na ten chyba najcięższy etap, w którym będziemy mieli przybliżany temat "Powołanie do kapłaństwa" słowo dnia 1P 2, 5 "Wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa". Tajemnica Różańca: Ofiarowanie.

Modlimy się codziennie na różańcu po polsku i niemiecku, gdyż w naszej złotej grupie idą Niemcy. Są to wytrzymali pielgrzymi, pierwszy raz tutaj, lecz mają za sobą trasę do Santiago di Compostella. Mają podobne do nas zdanie o organizacji, przeżyciach i trasie pielgrzymki. Ciekawie brzmi koronka do Miłosierdzia Bożego odmawiana po niemiecku. Rzeczywiście trasa trudna, w kurzu, spiekocie, po żwirze daje się we znaki. Dostaję pierwszych bąbli, lecz uważam, że na własne życzenie - dziś zmieniłem obuwie. Są w grupie ludzie po 70-ce, a może nawet starsi. Jak oni dopiero muszą przeżywać te trudności marszu, lecz postanowienie i opieka Matki czyni cuda, wszyscy idą nie skarżąc się, nawet nie pozwalają sobie pomóc przez wzięcie plecaka. Chwilową ulgę przynosi mój spryskiwacz wodny (taki do kwiatów), którym zraszam rozgrzane twarze. Nadal idziemy wśród lasów i malowniczych jeziorek i też tam mamy postoje na pięknej ściółce, zupa też spożywana w lesie, gdzie stacjonują nasze kuchnie polowe. Drugim niezbyt miłym po trąbce akcentem, jest dźwięk syreny okrętowej. To oznacza koniec odpoczynku i dalej w drogę.

Koniec etapu miejscowość Merkiniai, obok szkoły. Dochodzę tam z wieloma bąblami na stopach, lecz pielęgniarska pomoc załatwia ich radykalnie, a masaż stóp i tajemnicza niebieska maść powoduje, że następnego dnia prawie nic nie czuję, a stopy nadal mnie niosą.

 

... tych kilka zdań to pewne porównanie z rokiem ubiegłym. Pierwsze, co podziwiam to doskonała organizacja - była i jest nadal, wszystko dopięte na ostatni guzik i dokładnie wyjaśnione. Upały w tym roku jakby większe, ale dzięki temu woda wieczorami na noclegach cieplejsza. Zupy w kuchni rzekłabym typowo pątnicze, chociaż ta dzisiejsza grochóweczka była całkiem, całkiem. Bąbli na nogach i asfaltówek znacznie więcej. Szkoda, że mieliśmy tylko jedną mszę w litewskim kościele, dlatego z niecierpliwością czekam na Polaków w Ejszyszkach i Kolesznikach i na te wspaniałe msze w kościołach polskich.......

 

Budzimy się jak zwykle, jest to obojętne czy więcej kilometrów do przejścia, czy mniej; pobudka o 5.00. W pół godziny złożone namioty, spakowane rzeczy, poranna toaleta. Dochodzimy do perfekcji. Drugi raz przeżywamy Mszę Św. polową na boisku, tym razem ołtarz znajduje się pod szałasem, po niej bardzo sprawnie odbywa się wymarsz 7 grup. Droga znów piękna, przez las, lecz tak usytuowana w stosunku do słońca, które pada tylko do osi drogi, my idziemy tą drugą połową w cieniu. Przechodzimy dość szybko 8 km śpiewając godzinki i odmawiając różaniec. Dzisiejszy temat to "Powołanie do życia konsekrowanego".

Słowo dnia - Dz 1, 14 "Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa i braćmi Jego". Tajemnica Różańca: Odnalezienie.

Dodatkowym tematem jest przesłanie dla duchowej adopcji dziecka nienarodzonego. Konferencję prowadzi idąca z nami siostra z zakonu Urszulanek. Znów wszystkie postoje w lesie na pięknej ściółce, tu i tam widać rosnące grzyby, na które patrzę całkiem obojętnie. Idzie się w miarę dobrze, po kilku kilometrach trochę odczuwam dolegliwości z poprzedniego dnia, lecz co mi tam, kiedy dzisiaj będziemy przekraczać dawną "granicę" między Polską, a Litwą.

Wchodzimy na tereny rdzennie polskie, na których czeka nas wielu rodaków, którym dane było kiedyś tutaj pozostać, a którzy chwile przejścia i pobytu naszej pielgrzymki traktują za najważniejsze wydarzenie roku. Mają w zasięgu ręki "kawałek Polski". Dlatego też widać u nich euforię z tego faktu. A u nas, szczególnie tych, co znaleźli się tutaj pierwszy raz wielkie wzruszenie (mnie też cisną się łzy). Dzieci czekające na słodycze i zabawki (widzi się tutaj biedę i to znacznie większą, niż u nas w niektórych rejonach). W miejscach postojów przychodzą tłumy rodaków, częstujących nas swoimi specjałami, na które odkładali pieniądze przez cały rok, śpiewane są patriotyczne pieśni. Dochodzimy na kolejny biwak w miejscowości Varena, również przy szkole. Etap kończy błogosławieństwo.

Nie wspomnę tutaj o różnych komunikatach organizacyjnych, a później na wyścigi rozkładanie namiotów, widzi się tutaj przegląd wszelkich typów i rodzajów, przeważają te nowe i jeszcze lepsze, my mamy taki z dawnej epoki, który rozkłada się dłużej, lecz możemy w nim stanąć (przy wzroście ponad 180 cm).

Na zakończenie spojrzenie na dzisiejszy dzień pątnika z innej grupy, który wraz ze swoimi bliskimi był w sąsiednim namiocie:

 

... 19 lipiec 2007r. czwartek. Pobudka ze wschodem słońca, w oddali z okolicznych drzew resztki śpiewu ptaków przeszywają gwar wstających pątników. Zaczyna się piąty dzień pielgrzymowania. Pośpiech przy składaniu namiotów, bieganie z bagażami. Co niektórzy spóźniają się na Mszę Św. Są osoby, których Eucharystia nie interesuje. Czytanie intencji przez diakona "o zdrowie i błogosławieństwo dla najbliższej rodziny" przeróżne, jest ich tyle, że trudno spamiętać. Przeważają takie "z prośbą". Któż z nas nie idzie z prośbą, chyba nie ma takiego pielgrzyma. Kazanie trochę długawe o powołaniach do życia konsekrowanego. Różne nachodzą myśli i skojarzenia, gdy padają słowa: czystość, ubóstwo, posłuszeństwo. Konfrontuję to z moimi księżmi z parafii.

Wychodzimy na trasę, pierwsza piosenka, trochę taka ospała, bez wyrazu, nie robi na mnie wrażenia. Ożywienie i aplauz - do głosu dochodzi ksiądz przewodnik, który zapowiada gości z grupy, którzy jako wolontariusze pojadą na misje i jednej osoby, która była już na misjach jako wolontariusz na Madagaskarze. Opowiadają swoje przeżycia. Na koniec pytania - błahe i takie trochę, na które można znaleźć prostą odpowiedź. Naprawdę trochę im tego zazdroszczę, że można z siebie tyle bezinteresownie dać. Koronka do Bożego Miłosierdzia, przechodzą mnie dreszcze, ściska gardło. Tyle podziękowań, wdzięczności i tyleż samo próśb. Poznaję nowe osoby, z grupą z Niemiec z księdzem Polakiem.

Mimo dużego zmęczenia, odczuwam wielką radość, że dane mi było iść w tej pielgrzymce.

Pątnik z Radomia lat 59 grupa biała......

 

Jesteśmy prawie na półmetku, będzie teraz z górki, trębaczowi gra się ładniej, nawet koło naszego namiotu. Jak co dzień ranek piękny. Dzisiaj dowiemy się o "Powołaniu do głoszenia Ewangelii". Słowo dnia Mt. 28, 19 "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody". Tajemnica Różańca: Zesłanie Ducha Św.

Poprzez nasz wczesny wymarsz tutejsi mieszkańcy też są na równych nogach, gdyż nas żegnają. Widzi się coraz więcej dzieci, każde z torebką, lub siatką gdzie zbierają różne prezenty, pielgrzymi są bardzo hojni. Tych wszystkich z naszego kraju, którzy wciąż narzekają tutaj przysłać, niech zobaczą co to jest bieda. Budynki nawet te w miastach nikt nie remontuje, większość drewniana z minionej epoki, futryny w oknach pojedyncze, nie wyobrażalne jak w takich domach przeżywa się tutaj zimę (jest tu klimat taki jak w Suwałkach). Przy drodze stoi bardzo dużo drewnianych rzeźb i to po kilkadziesiąt w jednej miejscowości, motywy są przeróżne np. z sitowia koło jakiegoś jeziora wystaje powyginany wąż wysokości 1 piętra w pięknej koronie.

Dzisiejszą konferencję głosi ksiądz misjonarz z zakonu Pallotynów o swojej pracy w Rwandzie. O pogromie jej mieszkańców w walkach międzyplemiennych (zginęło ponad 1 mln osób).

O objawieniach Maryjnych sprzed lat przestrzegających przed tą masakrą. Opowiada również o swoich świadectwach, które tam doświadczył, dzięki którym żyje. Rozprowadzał również książkę o tych wszystkich wydarzeniach, której jest autorem.

Trasa dzisiejszego etapu jest tak ustawiona, że będziemy gościli w 6 polskich wioskach i tam też wszędzie postoje i poczęstunki. Daje się odczuć, że witający nas w każdej z tych wiosek tak bardzo cieszą się, dają nam całe swe serce i oszczędności (tak trudno uskładane). Niestety wielu z pielgrzymów nie potrafią się zachować. Rzucają się na te pełne stoły z jedzeniem tak jakby kilka dni nie jedli, przepychają się, część jedzenia ląduje na ziemi i to takie później po nas wspomnienia zostają. Jest to przykre tym bardziej, że za 4 km następny postój i sytuacja się znowu powtarza, mimo komunikatów kwatermistrza.

Eucharystię przeżywamy w miejscowości Kalesninkai w godzinach południowych. Jest bardzo gorąco. Nasz ksiądz przewodnik daje z siebie wszystko, albo i więcej, jego zaangażowanie w modlitwie udziela się wszystkim, niestety jego też nie omijają zdrowotne dolegliwości, a mimo tego wszystko potrafi przezwyciężyć. Wygląda, w swoim kapeluszu na pasterza (dobrego) pilnującego swoich owieczek, nie przypadkowo jest złotym, najdroższym dla nas, a przy tym bardzo skromnym, opiekuńczym człowiekiem. Na pewno dzięki niemu niektóre z odcinków są jakby krótsze. Chwała Tobie Panie za księdza Józefa.

Idą w naszej złotej grupie dwaj pątnicy, którzy byli pieszo w Rzymie, inni przechodzą rocznie około tysiąca kilometrów (w różnych pielgrzymkach). W swoich wypowiedziach dają świadectwa działania Ducha Św. które doświadczali po drodze. A tyle jest ludzi co w to nie wierzą, którzy nawet nie chcą o tym słuchać.

Dochodzimy o godz. 20.30 do Ejsiskes, gdzie w obrębie pięknego kościoła z drewnianą boazerią misternie wykonaną, będzie nasz biwak. Śpimy wśród - starych grobów. Kilkoro nocuje w kościele, między nimi nasza znajoma siostra, która nam tą pielgrzymkę załatwiła, a rano stwierdziła, że wyjątkowo dobrze wypoczęła.

 

...pielgrzymka to piękne przeżycie, nie straszne i słońce i deszcz, a nawet ból. Przez kilka dni, chociaż, jesteśmy dla siebie mili, wyzbywamy się codziennego pancerza, pod którym chowamy się na co dzień. Szkoda jednak, że trwa to tak krótko. Boli również fakt, że tak szybko zapominamy o tym, czego dowiedzieliśmy się i przeżywaliśmy maszerując do Wilna. Czy to ułomność, czy może zwyczajnie...natura człowieka...

 

W tym pięknym kościele jest sprawowana ranna (6.00) Eucharystia, a przed nią to co wyżej opisywałem. A później zaraz w drogę, dzisiaj podobnie jak wczoraj, dalsze polskie miejscowości, gdzie witają nas dywanami ułożonymi z kwiatów na jezdni. Nasze stopy muszą po nich iść oczywiście.

"Powołanie do życia sakramentami" to dzisiejsze przemyślenia, słowo dnia Dz. 2, 42 "Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach". Tajemnica Różańca: Eucharystia.

Spotykamy wielu naszych rodaków, większość w podeszłym wieku i znowu dzieci czekające na prezenty. Niesiemy różnego rodzaju flagi i kościelne z księdzem Bosko, z Papieżem, Radia Maryja i państwowe polskie, ukraińskie, a jedna z grup szczególnie wyróżnia się: mają "las" flag biało-czerwonych z wydrukowanym białym podpisem Jana Pawła II na części czerwonej flagi.

Dodatkowym wyróżniającym elementem jest osadzenie ich na wędkach teleskopowych, dlatego łopoczą wysoko nad wszystkimi i widać ich z daleka. Robi to przepiękne wrażenie zwłaszcza jak się ogląda w perspektywie, gdyż grupy rozciągają się na szosie na długości ponad kilometr. Nie widziałem tego nigdzie wcześniej, a jestem teraz na mojej kolejnej 8 pielgrzymce (na tej pierwszy raz). A gdybym miał robić jakiejś porównania to tylko w dziedzinie organizacji, ta obecna wysuwa się znacząco na czoło, jest rewelacyjnie, a ci co nie poszli, lub wybrali inne pielgrzymki mają czego żałować. I tylko jeśli jest to w planach Jezusa chciałbym tutaj się znaleźć znów za rok. Wierzę, że Matka Miłosierdzia mnie w tym pomoże, bym mógł pójść oczywiście ze "złotkami" z księdzem przewodnikiem Józefem.

Nie wiem jak to jest w pozostałych 6 grupach, ale nie będę sprawdzał, gdyż tutaj dobrze się czuję i wśród takich chcę pielgrzymować, grupa jest rozmodlona, mało takich, którzy przeszkadzają innym w modlitwach. Każdy z nas tutaj nie znalazł się przypadkowo, wie z jakimi intencjami kroczy, z jakiego powodu żyje przez dwa tygodnie odmawiając sobie wygód do których każdy, lub prawie każdy zdążył się przyzwyczaić, mimo otarć, bąbli, przepoconego ubrania, zimnej wody, dźwigania plecaków i spania w namiotach.

Tutaj jesteśmy równi, a idą profesorowie, ślusarze, oficerowie, studenci, dozorcy, kierowcy, biznesmeni, murarze, lekarze, nauczyciele i inni, są młodzi i starzy, uczący, pracujący, renciści, upośledzeni i emeryci. I to jest piękne bracie-siostro. Idź z nami w 2008r, a nie będziesz żałował, a w dniu zakończenia w Ostrej Bramie będziesz prosił Matkę Miłosierdzia, by znów za rok twoje stopy stanęły w tym właśnie miejscu.

Wierzę, że moje wspomnienia przybliżą te chwile tym co jeszcze się wahają, odkładają decyzję, może następnym razem, a Matka świeci w Ostrej Bramie dla każdego. Nie wiedzą, bo nikt nie wie czy jeszcze będzie następnym razem. Czy taka będzie wola Boża, czy nie zostaniemy przez Niego wcześniej wezwani.

Kończy się tydzień naszej drogi, jak to szybko zleciało, jutro niedziela. Przed nami tylko 3 dni. Matka czuwa nad nami, pogodę mamy piękną, idziemy wśród jezior, lasów i pól, a na tych polach wielkie skupiska bocianów, dlatego też można być spokojnym o przyszłość tej polskiej społeczności, tutaj na Litwie, jednak trzeba im życzyć poprawienia swojego bytu.

Nocleg mamy w miejscowości Salcininkai.

 

....emocje opadły, wróciła rzeczywistość, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że to była najlepsza pielgrzymka w jakiej uczestniczyłam, to była osobista droga, którą przeszłam sama. Wielkie dzięki każdemu z was....

 

Nawet w niedziele nie ma zmiłuj się, znowu trąbka, szybkie pakowanie, ranny apel, błogosławieństwo i dalej. Dzisiaj o wiele krócej, trasa nadal bardzo malownicza, nadal rzesze rodaków przy naszej trasie, ilości dzieci czekających na słodycze i pamiątki. Wszędzie drewniane rozlatujące się domy, bieda, łzy cisną się do oczu.

Będziemy dziś mieli konferencje "Powołanie do życia we wspólnocie", Słowo dnia J 15,6 "Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie" Tajemnica Różańca: Wniebowstąpienie.

Dochodzimy do miejscowości Akmynene, gdzie będzie sprawowana Eucharystia przed drewnianym kościółkiem z udziałem 33 pielgrzymkowych kapłanów. Jeden z nich będzie odprawiał w intencji mojej rodziny.

Chwała Tobie Matko Miłosierdzia za tą piękną pogodę, za tych ludzi, których spotykam, za ich serce, bezinteresowność, za naszego złotego przewodnika ks. Józefa (grupa złota), tych z którymi idę, za mojego kolegę Mirka, za moją koleżankę Jadwigę, za tych w których intencjach idę i za to, że sprawia mnie to coraz większą przyjemność. Trafiają się tacy, którzy na podstawie przyzwolenia lekarskiego towarzyszą nam autobusem, gdyż taki z nami jedzie. Po Mszy Św. tutejsza społeczność gości nas potrawami regionalnymi. Nigdy nie widziałem w takim różowym kolorze barszczu litewskiego (a znam się na kolorach), nie będę już wspominał o smaku. Po godzinnych kulinarnych rozkoszach jesteśmy znów na szlaku. W wielu intencjach modlimy się na różańcu i śpiewamy koronkę do Bożego Miłosierdzia, oraz różne pieśni.

Na horyzoncie pojawia się kościół, jest do niego ponad 4 km, gdy tam dochodzimy okazuje się bardzo wielki, istny monument (chyba większy od krakowskiego Na Skałce) i obok mała wioska, domki biedne, z pojedynczymi oknami kryte rakotwórczym eternitem (przecież Litwa też jest w Unii Europejskiej, a eternit u nas zlikwidowano), jak oni tutaj przeżywają zimę. Wita nas proboszcz, który przygotował wiele wiader wody święconej, a jego kropidło napracowało się - jest to dla nas spoconych podwójna rozkosz. Tutaj właśnie będziemy biwakować, miejscowość Turgelai.

W kościele na zakończenie mamy Apel Maryjny. Etap krótki, były co roku występy artystyczne tutejszej Polonii, lecz odstąpiono od nich z jakiejś przyczyny. Mamy wynajętą szkołę na nocleg, lecz prawie nikt z tego nie skorzystał, nawet w sytuacji komunikatu o nadciągającej burzy namioty zostały rozstawione wokół szkoły, a burza przeszła bokiem mimo widzianych nocnych błyskawic i znowu wierzymy, że nasze modlitwy zostały wysłuchane, nie spadła na nas kropla deszczu.

 

... największy, najbardziej ulewny deszcz na Pielgrzymce do Wilna w 2005r spotkał nas w Turgelach. Wydawanie bagażu możliwe było tylko bezpośrednio z samochodu, ponieważ na dziedzińcu szkoły utworzyły się ogromne kałuże. Namioty pielgrzymów były całkowicie przemoczone i wszyscy podążali do szkoły, by znaleźć nocleg. Była to XV jubileuszowa pielgrzymka i wyjątkowo liczna, około 2200 osób. Oczywiście nie starczyło dla wszystkich miejsca na nocleg w szkole. Około 21.00 ksiądz proboszcz tutejszej parafii udostępnił nam kościół na nocleg. Z grupą pielgrzymów w milczeniu ułożyliśmy się do snu. W atmosferze skupienia i przejmującej ciszy usnęliśmy. O godzinie 4.00 zbudziłam się, spojrzałam na sufit, bezpośrednio nade mną w plafonie namalowany był Św. Paweł i Św. Jakub, pomodliłam się w skupieniu.

Niebawem okazało się, że dokładnie o tej godzinie moja córka Oleńka urodziła syna, któremu dali imię Jakub, imię męża córki i ojca dziecka to Paweł. Kubuś pobłogosławiony w tak niezwykły sposób chowa się zdrowo. Dokładnie dzisiaj skończył 2 lata.

23. 07 2007r. Lilianna Sadowska....

 

Rozpoczynamy dzień typowo, trębacz już pięknie gra, dzień pochmurny.

Msza Św. w tym wielkim kościele, o którym tak wiele było opisów, lecz nie znana mnie jego historia, być może przed wiekami była to duża miejscowość, w niewielkiej od niego odległości drugi też duży, okrągły- to cerkiew. I dalej w drogę, jakoś bardziej ochoczo, dzisiaj będzie ostatni nocleg, już na peryferiach Wilna.

Temat dnia "Powołanie do wieczności" Słowo dnia 1 Tm 6, 12 "Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego zostałeś powołany" Tajemnica Różańca: Ukoronowanie.

Cały czas trasa biegnie przez tereny zamieszkałe przez rodaków, wszędzie tkliwe powitania, wyciskające łzy, ludzie starzy, większość kobiet. Wsie się trochę odmieniają, widać nowe domy, tutaj bliżej Wilna zaczyna być tak jak w Polsce. Tereny bardziej zaludnione, więcej samochodów, a młodzież na nas nie zwraca uwagi, tylko gdzieś pędzi w tłumie. Ten etap też ze słoneczną pogodą kończymy w miejscowości Nemezis w obejściu szkoły, a na boisku będzie namiotowe spanie. Tutaj jest losowanie kolejności wejścia pod Ostrą Bramę, niestety losujemy 6 na 7 możliwych.

Większość naszej "złotej" ustawia koło siebie namioty, nasi księża robią taką pożegnalną kolację dla mocno zintegrowanej polsko-niemieckiej grupy, przecież jutro przed południem będzie Msza Św. w Ostrej Bramie i koniec pielgrzymki. Jak to szybko zleciało. Kolacja też szybko mija, porządkowi przypominają o ciszy nocnej, chociaż niebo jeszcze nie jest ciemne, cóż trzeba iść spać. Polecam tę pielgrzymkę młodym ludziom, musicie to przeżyć osobiście, przynajmniej raz w życiu. Pamiętajcie, w chwili gdy piszę moje wspomnienia, trwa już na stronie internetowej pielgrzymki odliczanie, ile zostało dni do następnej, czyli 15.07. 2008r.

 

....ależ ...do mety przybywa się tylko po to, by wyruszyć znowu dalej. A tam gdzie jesteśmy obecnie, to tylko etap naszej drogi. Z odrobiną nadziei w zamian można zawsze wyruszyć z przeświadczeniem, że każdy wieczór jest zapowiedzią jutrzenki...

 

Trębacz wyciska nowe ciekawsze tonacje, chyba zostanie zawodowcem. Rozpoczyna się ostatni piękny dzień naszego pątniczego szlaku w drodze do Matki Miłosierdzia. Bardzo szybko składamy namioty, gdyż nasze ciężarówki szybko dzisiaj odjeżdżają. Wszyscy ubierają się w koszulki pielgrzymkowe w takich kolorach w jakiejś się grupie idzie, następnie prezentują się przed pozostałymi w 15- minutowym występie artystycznym. Są różne piosenki skomponowane na tą uroczystość, są podziękowania i przeprosiny, nawet po raz pierwszy ksiądz kwatermistrz się uśmiecha.

W jednej grupie występuje 4-letnia solistka, która wraz z rodzicami tutaj doszła, lecz najmłodszą uczestniczką było 7- miesięczne dziecko, które w tej spiekocie przejechało w wózeczku 270 km. Jest to możliwe, gdy się całkowicie ufa Matce, byli tez dziarscy 80-latkowie.

Po tych występach nasz ksiądz przewodnik, dla swoich owieczek i baranków robi krótkie pożegnanie, dostajemy różne drobne pamiątki, jest to bardzo miły gest, z którym nigdy na żadnej pielgrzymce się nie spotkałem, chociaż kiedyś wcześniej na na częstochowskiej grupa otrzymała na ostatnim postoju lody.

Formujemy szyk, oczywiście w kolejności wylosowanej, główny przewodnik udziela nam błogosławieństwa i ubrani w 7 kolorowe koszulki wyruszamy w drogę. Trasa przebiega bocznymi drogami, lecz gdzieś blisko słychać jazgot dużego ruchu samochodowego. Niestety wchodzimy na tą główną trasę, w oddali widać ogromny napis WILNIUS. Już nikt nie pamięta o jakichś dolegliwościach, bąblach, asfaltówkach. Wszyscy już wiedzą. Doszliśmy.

Odmawiamy dziękczynne modlitwy, gratulujemy sobie kondycji, atmosfera wzniosła, już tylko chwila... Przechodzimy obok cmentarza Na Rosie, niedaleko płyty nagrobnej matki i serca marszałka Piłsudskiego.

Śpiew coraz głośniejszy całej wielkiej grupy, budzi zainteresowanie miejscowych, przeciskamy się między zaparkowanymi samochodami i już jesteśmy na ulicy prowadzącej do Ostrej Bramy. Rozpoczyna się Msza Św. sprawowana przez wszystkich naszych księży, przy ołtarzu z cudownym wizerunkiem Matki Miłosierdzia bezpośrednio nad ulicą, która w czasie jej trwania przechadzają sie mieszkańcy bez żadnego zainteresowania i szacunku. A my siedzimy, lub klęczymy bezpośrednio na jezdni wsłuchując się w Eucharystię.

...w Ostrobramskiej uliczce nieustannie co dzień
Mija z głową odkrytą przechodnia przechodzień
W Ostrobramskiej uliczce tuż przy sobie żyją
Dzień powszedni i skroni Twoich nimb, Maryjo.
Każdego tu spojrzeniem oczu Twoich witasz
Skąd przybywa? Cóż potem? Gdzie idziesz? Nie pytasz
Ktokolwiek stąd wychodzi, ktokolwiek się zbliża
Miłościwą go ręką żegnasz znakiem Krzyża
Ostrobramska Najświętsza Panno promienista
Roso ziemi, w sto blasków strojna, a przeczysta
Bo ta zorzę, która wstaje z Twojej aureoli
Spogląda lud Twój cały w doli i niedoli Wiara, miłość, nadzieja ufających oczu......

Koniec Mszy Św., pamiątkowe zdjęcia, koniec pielgrzymki, niektórzy idą na kolanach schodami pod ołtarz Matki Miłosierdzia składając jej swoje intencje i podziękowania, są bliżej Boga. Idziemy już na całkowitym luzie ulicami w kierunku naszych kwater w szkole i mamy przyjemność spotkania ulewnego deszczu, po raz pierwszy wyciągamy peleryny, które nieśliśmy schowane od Suwałk. Noclegi w szkole na korytarzach i klasach, namioty idą w odstawkę.

Mamy dużo wolnego czasu, aż do godz. 18.00, o której to w przepięknym kościele Św. Ducha będzie odprawiana Msza Św. dziękczynna, za te pięknie przeżyte dni, w tym właśnie kościele znajduje się pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego namalowanego zgodnie z sugestiami św. Siostry Faustyny.

Mamy jeszcze następnego dnia zwiedzanie Wilna, oczywiście w deszczowej aurze, lecz nie przeszkadza nam to. A w Wilnie jest co zwiedzać i tygodnia by nie starczyło, a mamy tylko 1,5 dnia. Dzięki Tobie Panie, Salezjanom, którzy tak to wszystko rewelacyjnie zorganizowali z Matki pomocą. A pisze to z całą odpowiedzialnością, chciałbym bardzo, o ile jest mi to dane, stanąć 15 lipca 2008r. na starcie w Suwałkach, wierzę w to, że w bardziej licznej grupie złotej z ks. Józefem Majewskim jako przewodnikiem.

Trzeba tutaj być, żeby to odczuć. Żadna relacja nie odda tej atmosfery, trzeba się zdecydować, a pewnie jest to trudne, gdy media kuszą o wiele ciekawszymi pomysłami na wakacje, które wciskają nam w podświadomość.

Gdybyś bracie, siostro odnalazł(a) chociaż troszeczkę takiej potrzeby, nie zastanawiaj się, nie szukaj "wykrętów" w stylu nie dam rady, może kiedyś. Nie jesteśmy panami swojego losu i nie wiemy czy jeszcze będziemy mieć taką szansę. Kiedyś, przed 10 laty otrzymałem zaproszenie od Matki Bożej, by wybrać się i też przeżywałem takie rozterki szukałem "powodów" aby nie iść, ale wreszcie w ostatnim roku XX wieku i ostatnim roku mijającego tysiąclecia poszedłem w pielgrzymce krakowskiej do Częstochowy i tak już to trwa dotąd. Dzięki Ci Panie za wszystko.

Na tej pierwszej pielgrzymce zachęcił mnie do pisania relacji sympatyczny staruszek, spotykałem go w następnych latach, a dwa lata temu dowiedziałem się, że pochodzi z Wileńszczyzny, dlatego tę relację jemu dedykuję. Dzięki niemu mogę przybliżyć wszystkim czytającym te przeżycia.

Ja idąc pierwszy raz, szedłem "w ciemno", nikogo nie znałem, nie wiele o pątniczym szlaku wiedziałem, ale byłem pewny, że z pomocą Matki Bożej Częstochowskiej dojdę cały i zdrowy. Tutaj też, ta sama Matka Ostrobramska nami się opiekowała i co, wszyscy szczęśliwie tutaj doszliśmy przy pięknej pogodzie i wielkiej radości, a wielu zdecydowałoby się na powrót pieszo do Suwałk, gdyby organizatorzy wyszli z taką propozycją.

A gdyby komuś nie odpowiadało takie radosne pielgrzymowanie w drodze do Ostrej Bramy, polecam pokutną Warmińską Pielgrzymkę Pieszą, która co roku na początku lipca wyrusza z Kętrzyna i po przejściu ok. 350 km w święto Matki Boskiej Szkaplerznej dochodzi do Wilna. W 2005 r. przeszliśmy tą trudną trasę w grupie około 350 osób, też ją dokumentowałem i drukowałem w pismach kościelnych naszego regionu. Sam też rozdawałem wydrukowane. Niosłem wtedy po raz pierwszy na piersi drewniany krzyż z Chrystusem. Miałem go przy sobie 2 miesiące wcześniej, gdy szczęśliwie z pomocą Boską uniknąłem wraz ze znajomymi nieszczęścia w zdarzeniu drogowym wracając z Lichenia. Będę go nosił na pielgrzymkach, dopóki sił starczy w podzięce za ofiarowane drugie życie całej naszej trójce i innym wtedy tam obecnym.

Kończąc moje przemyślenia, muszę pochwalić organizatorów za wiele pielgrzymkowych gadżetów, w szczególności za "smycz" z napisami naszej trasy i stroną internetową. Niosłem na niej teraz ten właśnie krzyż, na b podobnej w Krakowie noszę komórkę, przez co wiele napotkanych osób jest zainteresowanych.

Wielkie, wielkie dzięki Matce Ostrobramskiej i braciom Salezjanom, Całej obsłudze, wszystkim, którzy przyczynili się do tego, na takim poziomie.

Gdyby ktoś chciał więcej informacji u źródła, niech otworzy stronę www.suwalki-wilno.salezjanie.pl i sprawdzi ile mu zostało dni do wyjścia.

Jacek Wilk i Mirosław Wanik

P.S. Odchudzanie gwarantowane

Do góry