Witamy na stronie www kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych w Krakowie

Strona główna ----> Wybór artykułów na poszczególne niedziele

Artykuł

11 września 2011 roku
Relacje z XX Pieszej Dominikańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę

W środowy poranek, 3 sierpnia 2011 roku, kilkaset osób "zawołanych przez Pana" wstało bardzo wcześnie rano, zabrało na plecy ciężkie plecki i zaczęło podążać w stronę bazyliki krakowskich Dominikanów. Pogoda o świcie zapowiadała się cudownie, więc nawet śpiochy mogły się radować. Wśród tych rzeszy ludzi pragnących udać się na pielgrzymkę znalazło się kilka osób z naszego duszpasterstwa na Łosiówce - ja czyli Asia, Ewelina, Martyna z Dzięciątkiem pod sercem, Dorota i Andrzej. Nasza szóstka waszych duszpasterskich wysłanników.

Około dziesiątej, po mszy świętej, po oddaniu bagaży i przygotowaniu się do drogi, wyruszyliśmy z pielgrzymką. Nasza szóstka wędrowała w różnych grupach. Ewelina, Martynka i ja dołączyłyśmy do jednej z grup Beczki 3, idąc razem z "Kliką". Tu kilka słów o Klice.... czyli o Katolickim Stowarzyszeniu Ludzi Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół. To niesamowita grupa, którą tworzą zarówno cudowni zdrowi i jeszcze wspanialsi niepełnosprawni, których obecność uczy otwartości, pokory i życzliwości dla innych. Pielgrzymowanie z nimi było przyjemnością.

Sama pielgrzymka trwała prawie siedem dni. Każdego dnia pokonywaliśmy trzy długie odcinki, dające w sumie około trzydziestu kilometrów. Piesze wędrowanie pełne było śpiewu, modlitwy, konferencji - Pana Boga. W tle podróży pojawiała się tematyka grzechów głównych, w tym tych popełnianych najczęściej przez człowieka. Ojciec, który nam towarzyszył w drodze, mówił bardzo dosadnie, ciekawie i głęboko. Najbardziej utkwiła mi w głowie konferencja o acedii i jej córach (jeśli ktoś chce ją poznać, proszę zgłosić się do mnie). Każdy z nas wyruszył w innej intencji, z innymi prośbami i potrzebami, ale myślę, że te konferencje pozwoliły poszerzyć horyzonty spojrzenia na wiele spraw naszego życia, zwłaszcza tych trudnych.

Wieczorami zabieraliśmy nasze bagaże i wędrowaliśmy w gościnę do dobrych ludzi. No może nie zawsze byli aż tacy dobrzy, ale ogólnie przeżyliśmy wiele przygód. Czasem był wspaniały obiadek, czasem szkolna podłoga, a jeszcze innym razem dom pełen zawszonych kundelków. Wieczorami też były czuwania, wielbienia. I to ich nastrój pozwalał zbliżać się do Pana.

Radość, śpiew, wielbienie Pana..., ale i trud. Pisząc o moim osobistym przeżyciu tej pielgrzymki muszę dodać, że nie była ona dla mnie taka prosta i łatwa, jak mi się przed jej rozpoczęciem wydawało. W drugim jej dniu przyszedł kryzys fizyczny i duchowy. Chciałam zrezygnować, bo droga okazała się bardzo męcząca, ból dokuczał, a słowo Boże nie docierało... Pokonałam jednak rozczarowanie dzięki pomocy moich kochanych, wspólnotowych towarzyszek i Pan przyszedł też do mnie. Szedł dłużej... Ale dotarł i pokochał, i przytulił...

Dotarłam do Jasnej Góry, ale nawet tuż przed dojściem walczyłam z sobą i podszeptami złego, i pokonałam to. Na mszy świętej udało mi się być tuż przed cudownym obrazem - przed Maryją, patrzącą z powagą, ze smutnymi oczami, które znają każde cierpienie, ale i z nadzieją... Polecam każdemu, kto ma czas i chęci, a czasem nawet ich brak. Zawsze warto iść... pomimo, iż czasem wiatr wieje w oczy. Na koniec pragnę dodać, że nasza wspaniała, brzemienna Martynka, doszła dzielnie do celu. Dziękuję jej za świadectwo wytrwałości i wsparcie. Dziękuję Ewelinie i Dorotce. Dziękuję całej wspólnocie za to, że jesteście tacy dobrzy i otwarci na mnie.

Asia

Nazywam się Ewelina i pragnę opowiedzieć Wam, co Pan Bóg zdziałał we mnie podczas tego czasu pielgrzymowania. Posługiwałam jako kwatermistrz. Ta funkcja wiąże się z tym, że wędruje się pielgrzymim szlakiem co drugi dzień, a w pozostałe dni szuka się noclegów, aby pątnicy mogli spokojnie przespać noc po trudach ponoszonych w ciągu dnia. Nie jest to proste zadanie. Czasem spotykałam się z wielką przychylnością i życzliwością ludzi, czasem wręcz z odrzuceniem i złośliwością. To doświadczenie wzbudziło we mnie refleksję nad życiem Jezusa Chrystusa, które pełne było cierpienia i braku zrozumienia. Tak wiele razy puka do naszych serc, a my nigdy nie mamy czasu, a równocześnie mamy tysiące wymówek i tłumaczeń. Spotykałam się najczęściej z takimi wypowiedziami jak: "Mam remont...", "Wyjeżdżam właśnie dzisiaj wieczorem...", "Mam małe dzieci..." itd. To co chciałabym podkreślić to fakt, że pielgrzymi w domu są wielkim błogosławieństwem. Zabierają ze sobą intencje gospodarzy i zanoszą je do Matki Bożej. Dlatego chciałabym zachęcić wszystkich, którzy będą kiedyś mieć taką możliwość do goszczenia pątników w swoim domu.

Dla mnie ta pielgrzymka była kolejną. Po raz pierwszy jednak główną moją intencją było dziękczynienie za to, co otrzymałam od Boga za wstawiennictwem Naszej Mamy. Niesamowite jak wiele można otrzymać - wystarczy prosić. Dla niedowiarków jeszcze raz przypominam - na Matkę Bożą nie ma mocnych! Wiem, że ten czas był dnia mnie bardzo ważny, dowiedziałam się dużo o sobie. Owoce już są widoczne, a zapewne będzie ich dużo więcej...

Na imię mam Martyna. Myśl o pielgrzymce pojawiła się kilka tygodni przed jej rozpoczęciem. Do ostatniego dnia wahałam się czy mogę pójść ze względu na to, że jestem w ciąży. Pragnienie jednak było tak silne, że nie mogłam nie odpowiedzieć na wezwanie Pana Boga. Szłam w grupie z niepełnosprawnymi. Na początku miałam pewne obawy, wyobrażenie, że nie będę umiała się z nimi komunikować ze względu na to, że nigdy wcześniej nie miałam kontaktu z niepełnosprawnymi. Teraz pisząc tę relację już po przebytej całej pielgrzymce wreszcie mogę powiedzieć, że rozumiem co to znaczy uczyć się od nich miłości, otwartości, szczerości i prostoty życia. To było prawdziwie piękne doświadczenie móc patrzeć na ludzi, którzy mogliby narzekać na swój los, na swój stan zdrowia, na niedogodności... A zamiast tego zmierzali w wielkiej radości i pokorze na Jasną Górę chwaląc głośno Pana Boga. Każdego dnia uczyłam się przy nich i od nich na nowo podejścia do siebie i do drugiego człowieka. Zauważyłam w nich dobroć, mądrość i odwagę jaką miał Jezus Chrystus. To nie ja im, lecz oni mi dodawali sił i przekonania, że warto chodzić ścieżkami, które wyznacza nam Pan Bóg.

Kolejna sprawa, o której chciałabym wspomnieć i która bardzo przyciągała moją uwagę podczas wędrówki to ludzie, których Pan Bóg postawił na naszej drodze. Twarze dzieci, rodziców, a przede wszystkim starszych osób, które wychodziły nam na spotkanie, pozdrawiały i dodawały otuchy oraz ich łzy, które prosiły, żeby się za nich pomodlić. Czułam, że niesiemy ze sobą nie tylko swoje intencje, ale intencje tych wszystkich, którzy nie mogli nam towarzyszyć w wędrówce, a bardzo by chcieli. Na pielgrzymce dane mi było również poznać kilku wspaniałych ludzi i przeprowadzić wiele wartościowych rozmów.

Nogi bolały, mięśnie dawały znać o sobie, zmęczenie pod koniec dnia naprawdę nie pozwalało o sobie zapomnieć. Kiedy marzyłam już tylko o łóżku zaczynały się dopiero poszukiwania kwatery, czasem naprawdę daleko, a potem jeszcze szło się na uwielbienie i tam do późnych godzin powierzało się wszystko Matce i Ona zabierała ode mnie wszystko to co złe, co bolesne i pozwalała pokonywać wszelkie trudności kolejnych dni.

Na pielgrzymce byłam trzeci raz, mam wrażenie jednak, że każdy był inny. Tym razem kiedy udało mi się dojść na Jasną Górę (co było od początku wątpliwe), kiedy staliśmy pod balkonem klasztoru, z niedowierzaniem spoglądałam na widok jaki miałam przed sobą, a ze szczęścia płynęły mi po policzkach powoli łzy. Dziękuje Matce Bożej za owocny trud pielgrzymowania i wszystkie wybłagane łaski.

Nazywam się Dorota. Dla mnie niesamowite były konferencje, których słuchałam oraz kazania na mszach świętych. Szczególnie utkwiły mi słowa jednego z księży i cała jego historia życia, którą określił jako jedno wielkie miłosierdzie ze strony Boga do niego. Podkreślał, że my otrzymujemy miłosierdzie od Boga i to że Bóg nas wybiera i wierzy w nas, nawet jeśli my sami lub inni ludzie tego nie robią. On pokazuje nam nasze słabości, ale nie zostawia nas samych z tym. On przemienia nasze życie. Nie od razu, może w przeciągu kilku lat to zrobi. Tylko czasem dzieje się tak, że nie chcemy się zgodzić na to co nam Bóg przygotował, radzimy sobie sami, ładujemy się w kłopoty, a potem "przysłowiowy klops" i pytanie co dalej? Na szczęście jest spowiedź w której na nowo przybliżamy się do Boga. Prawdy o których piszę są niby takie proste, ale te rzeczy jakoś bardzo utkwiły mi w pamięci po tej pielgrzymce i mam nadzieję, że przyniosą owoc.

Z jednej rzeczy też się bardzo cieszę, że było tak dużo modlitwy w ciągu dnia. Mieliśmy w grupie "beczkowej" modlitwę brewiarzową, godzinki, różaniec. Był wieczór uwielbienia z modlitwą wstawienniczą, które mnie otworzył na działanie Boga jeszcze bardziej. A tak bardzo to cieszę się z tego, że mogłam chwalić Pana śpiewem między innymi w scholi czterogłosowej, w której śpiewałam na mszach porannych.

Zakończenie pielgrzymki u stóp Maryi Częstochowskiej było dla mnie zwieńczeniem wszystkich trudów i radością ogromną. Zastanawiałam się podczas drogi czy w ogóle dojdę - z powodu nadwyrężonego mięśnia, trudu wkładanego w całą drogę. Jednak udało się i była to dla mnie wielka satysfakcja. Tej radości nie da się z niczym porównać, jest to coś wspaniałego.

Jeden ze znajomych zapytał mnie już po pielgrzymce: "Jak tam nastrój po powrocie do <świata>? Jakie są twoje wrażenia z pielgrzymki?" Był to dla mnie niesamowity czas - czas pracy nad sobą, bo trzeba było znosić różne niewygody, trudy pielgrzymki; bardzo dużo pokory się człowiek uczy i widzi jaki jest słaby. W uczeniu się bycia z Bogiem i z ludźmi bardzo pomagała Eucharystia oraz "konferencje w drodze", a także wieczorna adoracja czy modlitwa uwielbienia.

I tak właśnie "Ziemia Boga" szła do Mamy...

Wasze: Asia, Ewelina, Martyna, Dorota

Do góry