Witamy na stronie www kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych w Krakowie

Strona główna ----> Wybór artykułów na poszczególne niedziele

Artykuł

1 listopada 2009 roku
Non omnis moriar (Nie wszystek umrę)

Gdy w kalendarzu zbliża się dzień 1 listopada nasze myśli kierujemy ku cmentarzom, na których spoczywają nasi bliscy zmarli. Coraz większy ruch samochodowy wokół nekropolii zdradza, że groby są odwiedzane przez tysiące osób. Zapalone świece i kwiaty na grobach są dowodem, że pamięć o zmarłych jest żywa. Gdy bowiem wstajemy przed grobem kogoś, kogo kochamy, a kto odszedł od nas do wieczności, to przywołujemy w pamięci wszystkie te chwile i momenty, które zostały nam głęboko w pamięci i wywołują wzruszenie. Miłość bowiem nie umiera, lecz trwa na zawsze w sercach tych, którzy jej doświadczyli. Dzień Zaduszny jest doskonałą okazją do zatrzymania się, refleksji, zadumy i modlitwy.

Nigdy nie mamy pewności, czy nasi bliscy zmarli ten wieczny odpoczynek osiągnęli już w pełni, dlatego modlimy się za nich w wypominkach i ofiarujemy za nich Msze święte. Nie znamy dnia ani godziny, bardzo często planujemy z odpowiednim wyprzedzeniem swoje życie "za miesiąc zrobię to i tamto, za dwa lata będę tym a tym....". Tymczasem to nie od nas zależy nasz los w przyszłości, lecz od Boga, do którego należy i czas i wieczność. Trzeba mieć plany na przyszłość, ale zawsze w założeniu: jeśli tak Bóg będzie chciał. Uroczystość Wszystkich Wiernych Zmarłych uczy nas pewnej pokory. Ponadto na cmentarzu uświadamiamy sobie kruchość ludzkiej egzystencji. Spotykamy bowiem groby osób, które odeszły w wieku 80, 70 lat, ale i takie, których Pan zabrał do siebie w 20. czy 10. roku życia. To wszystko musi być dla nas przynagleniem, aby nie odkładać nawrócenia na starość, gdyż nikt z nas nie wie, czy tej starości doczeka. Każdy krzyż, nagrobek, tablica to znak, że kiedyś żył człowiek, którego prochy spoczywają teraz na tym miejscu. To znak naszych pytań, oczekiwań, nadziei i zatroskania. Chcielibyśmy wiedzieć, co się z nim dzieje w tej chwili, kim ten człowiek był, jak żył. Może był podobny do mnie?

Co zatem mnie czeka? Katechizm uczy nas, że człowiek to jedność ciała i duszy. W aspekcie biologicznym jesteśmy organizmami materialnymi, a wszystko, co materialne musi umrzeć. Mimo, że medycyna robi coraz większe postępy, to nigdy nie uda się jej zatrzymać procesu starzenia organizmu i jego śmierci. Człowiek jednak to nie tylko śmiertelne ciało, ale i nieśmiertelna dusza. To ona sprawia, że funkcjonuje w nas świat uczuć, emocji, przeżyć, potrzeb duchowych i intelektualnych. Tylko człowiek potrafi opanować instynkty biologiczne, ale przede wszystkim tylko człowiek jest zdolny do miłości. Z tego względu dusza człowieka jest trwałym jego dobrem. Dusza nie umiera.

Niepewność co do dalszego losu człowieka po śmierci będzie nam na ziemi zawsze towarzyszyć. Wsparciem w tej niepewności jest wiara w absolutną Bożą miłość, która znajduje swój wyraz w modlitwie za zmarłych, która ma wyrażać naszą wiarę w obcowanie świętych. Ta wiara znajduje swoje liczne wyrazy, głęboko zakorzenione w naszej tradycji, pobożności i praktykach religijnych.

Człowiekowi trudno pogodzić się z myślą o przemijaniu, nieobecności, o nieuniknionym końcu życia.Wiara daje nam nadzieję, że ten koniec nie jest absolutny, że życie się nie kończy, lecz zmienia formę - przez bramę śmierci człowiek przechodzi do Boga, do wieczności. Celem i kresem ludzkiego życia jest Bóg: Bóg spotkany, czyli niebo; Bóg oczekiwany, czyli czyściec; Bóg utracony, czyli piekło. Każdy z nas będzie musiał przed Bogiem stanąć. Czy będzie to Bóg miłosierny, czy sprawiedliwy, czy też bezsilny wobec ludzkiej zatwardziałości - to zależy od naszej postawy w tym życiu.

Groby, cmentarze, kościelne krypty, wypominki i Msze za zmarłych uczą, że każdy bez wyjątku umrze. Czy skorzystamy z tej nauki, by lepiej żyć?

Opr. ZW

Do góry