Kładę przed Tobą życie i śmierć. Błogosławieństwo i przekleństwo, byś mógł wybierać co zechcesz. Wybierz życie!
Czy człowiek może wybrać śmierć?Czy może żyć będąc w stanie śmierci?
Czym jest śmierć? Kiedy człowiek wstępuje na drogę śmierci?
Człowiek może pragnąć śmierci fizycznej. Może też fizycznie żyć, ale umrzeć duchowo. Często właśnie konanie ducha, porzucenie nadziei i brak miłości sprawiają, że człowiek wybiera śmierć. Oczywiście inaczej jest w przypadku ludzi żyjących Chrystusem, którzy tęsknią za śmiercią, nie dlatego, że sama w sobie przedstawia jakąś wartość, ale dlatego, że postrzegają ją jako bramę do życia w pełni. Człowiek może wybierać życie lub śmierć. Jednak, gdy wybiera śmierć zawsze rodzi się pytanie: w imię jakich wartości tak postępuje, bo co może być cenniejsze od życia?
Chrystus jest życiem. Odrzucenie Go jest śmiercią.
Droga życia jest wymagająca, trudno na nią wejść, łatwo z niej zboczyć nie wiedząc nawet kiedy. Prawdziwe szczęście buduje się w wolności, przy współpracy z łaską Bożą, mozolnie walcząc ze swoimi słabościami. Znaleźć się na drodze śmierci jest za to bardzo łatwo, bo bardzo łatwo ulega się swoim przyzwyczajeniom i ułomnościom, które zaczyna się traktować jako coś normalnego, zejście z tej drogi wymaga wiele wysiłku. Życie jest nieustannym wyborem, a najważniejsze decyzje to te podejmowane codziennie, które dotyczą drobnych spraw, bo od nich wszystko się zaczyna. Podążamy zdecydowanie drogą życia, gdy tu nagle zza rogu wyłania się Pokusa, która spokojnie, z przekonaniem mówi, że już jest późno, a my przecież jesteśmy zmęczeni i właściwie musimy zrobić postój już w tej chwili, a modlitwa to tam może poczekać do jutra. Z początku mamy jakieś wyrzuty sumienia - przecież rozpoznajemy Napotkaną, wiemy, że nie można jej słuchać, myślimy sobie, że "nie z nami takie numery, zdemaskowaliśmy cię". Jedziemy następnego dnia dalej, a Ona znowu się pojawia. W zasadzie ma trochę racji, bo jest już późno, powoli zaczynamy się usprawiedliwiać… No, a za kolejnym razem dochodzimy do wniosku, że całkiem sensownie mówi, bo i jest późno i my jesteśmy zmęczeni, a modlitwa może przecież poczekać do jutra. Czyli w zasadzie wszystko się zgadza. Potem to już nie ma o czym mówić, wszystko jest jasne i proste, nie ma problemu. I oto proszę, nawet nie wiemy kiedy wkraczamy na ten szlak prowadzący do przepaści, gdy nasza czujność jest uśpiona przez nas samych. Przyzwyczajamy się, że stan, który kiedyś był niezgodny z naszym sumieniem, teraz jest normalny i podążamy gdzieś dalej, ale zdaje się, że już nie do końca pamiętamy dokąd jedziemy. To co kiedyś było niewłaściwe czy złe, teraz jest neutralne lub dobre. I tak bardzo płynnie przechodzimy z drogi śmierci na drogę życia, nie wiadomo kiedy.Wybierajmy codziennie na nowo drogę życia. Jest to wielkie wyzwanie, jednak pamiętajmy, że nie jesteśmy sami. Kiedy prosimy Ducha Świętego o życie to On zawsze je daje!
Niektóre problemy będą wymagały od nas decyzji o zmianie i z mniejszym lub większym wysiłkiem wprowadzimy te zmiany w życiu. Inne kwestie będą musiały zostać poddane długiej terapii, którą jednak nie my przeprowadzimy, lecz Duch. Jest tylko jeden warunek - musimy Go o to prosić i otworzyć się na Jego działanie!
Dla mnie żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk. (Flp 1, 21)
Marta Dutczak
