Witamy na stronie www kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych w Krakowie

Strona główna ----> Wybór artykułów na poszczególne niedziele

Artykuł

2 grudnia 2007
Poznać Boga

Uważam że w świetle rozpoczętego adwentu tytuł tego artykułu ma w jakiś sposób szczególny charakter. Żeby być dobrze przygotowanym na przyjście Nowonarodzonego Zbawcy watro w tym świętym czasie zgłębić się bardziej nad słowami Jezusa.

Bardziej niż...

Jezus potrafi zaskoczyć. Ten skromny Boży Syn, który dla zbawienia ludzi nie cofnął się przed uniżeniem i stał się człowiekiem, któregoś dnia oświadczył: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien".

A wcześniej jeszcze mówił o tym, że On, zapowiadany przez proroków jako Książę Pokoju wcale nie przyniósł pokoju, ale miecz i że poróżni nawet najbliższych sobie ludzi.

O co chodzi? Dlaczego Chrystus, który ratował jawnogrzesznicę przed ukamienowaniem, wypowiedział tak ostre słowa?

Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu - powiedział św. Augustyn. Dokładnie o to chodzi Jezusowi. „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien" - te słowa wypowiedział Boży Syn, Druga Osoba Boska, a nie jakiś wybitny człowiek, domagający się uwielbienia.

Wydaje się oczywiste, że Boga należy kochać bardziej niż nawet najbliższego człowieka. Ale w praktyce to nie takie proste. Nie brak chrześcijan, którzy bardziej kochają chorą matkę lub swoje dziecko niż Chrystusa.

Bóg dla prostaczków

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom". A cóż to za antyinteligencka deklaracja w ustach Jezusa? Dlaczego Pan Bóg nie lubi „mądrych i roztropnych"?

To nie jest tak, że jak już ktoś ma dyplom, to u Pana Boga ma „przechlapane". Nie dowodzi tego wcale przywoływanie faktu, że na przykład objawienia maryjne kierowane są do dzieci lub dorosłych bez wykształcenia. Zarówno te przekłady, jak i wypowiedź Chrystusa mówią jasno, że Boże objawienie nie ma charakteru elitarnego. Jest adresowane do wszystkich, a nie tylko do wąskiego kręgu, który można by nazwać nieco zmodyfikowanym biblijnym określeniem „uczeni w piśmie". W „piśmie" pisanym małą literą, bo nie o Pismo Święte tu chodzi, lecz o ludzką, ziemską wiedzę i doczesną, przemijającą mądrość. Bycie prostaczkiem to nie kwestia wykształcenia. Św. Tomasz z Akwinu był z pewnością człowiekiem wykształconym, ale nigdy nie przestał być w swej wierze jak dziecko. Według świadków jego ostatnia spowiedź była „spowiedzią pięcioletniego dziecka". Prostaczek wobec objawienia Boga zachowuje się jak Mojżesz słyszący słowa „Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba" – pada na twarz. „Mądry i roztropny" lekceważy te słowa, podchodzi do płonącego krzaka bez zdejmowania sandałów i zaczyna na podstawie swojej wiedzy snuć hipotezy wyjaśniające, dlaczego krzew płonie, a się nie spala.

Po imieniu z Bogiem

Niby nic nadzwyczajnego, pytanie zadawane między ludźmi bardzo często. Za każdym razem, gdy chcemy się do kogoś zbliżyć, skrócić dystans, zaliczyć do grona swoich znajomych zadajemy pytanie : „Jak ci na imię?". Wraz z odpowiedzią otrzymujemy od drugiego człowieka prawo do tego, aby zejść z poziomu oficjalności, niemal urzędowości, do poziomu zwykłych stosunków międzyludzkich.

Zwracanie się po nazwisku zwykle nie pozwala przekroczyć pewnej bariery, przypomina, że nie ma zażyłości.

Czasami ten dystans jest skracany trochę na siłę, tak jak w Internecie, gdzie z zasady wszyscy są „na ty". Ale nie są po imieniu.

Podawanie prawdziwego imienia w relacjach internetowych jest raczej rzadkością.

Tu się używa nicków. Pseudonimów. Przy pozorach bliskości, pogłębiają dystans. Bóg podał Mojżeszowi swoje imię. Prawdziwe imię. Nie pseudonim.

Pozwolił, aby między Nim a zwykłym człowiekiem nawiązała się nić wyjątkowej bliskości.

Ale Bóg zrobił coś jeszcze. Pozwolił, aby Mojżesz ujawnił Jego imię innym.

Z nimi (z nami) też chce być po imieniu. Czy to doceniam?

Jestem Pan Bóg, bardzo mi miło

Bóg, zanim coś powie, przedstawia się: „Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli".

Dopiero później mówi: „Nie będziesz miał bogów cudzych…". Powtarzamy to zdanie zawsze, recytując dziesięć przykazań: „jestem Bogiem związanym z wami, troszczącym się o człowieka w całej jego historii; jestem Bogiem wyrywającym z niewoli, który chce obdarzać ludzi dobrem". Dekalog, który nas obowiązuje, opiera się na tym, kim jest Bóg; jego obowiązywalność dla nas wynika z tego, kim jest Bóg. To nie jest prawo zawieszone w próżni. My wiemy, od Kogo je otrzymaliśmy, pytanie tylko, czy wiemy, Kim On jest dla nas i co z tego wynika?

Dziesięć przykazań to także słowo Boże zasiane w nas – glebę. Pada przy drodze, na skały, między ciernie albo w ziemię żyzną. Niezrozumienie, niestałość, zagłuszanie przez „troski doczesne i ułudę bogactwa" – to przeszkody, śmiem twierdzić, dotyczące nas wszystkich. W różnych proporcjach prawdopodobnie, ale nikt z nas nie jest od nich wolny. Sianie przez Boga ziarna nie jest jednak czynnością jednorazową. W tym nadzieja dla nas – że On sieje ciągle, ciągle szuka kontaktu z nami, mówi do nas co dzień: „Ja Jestem Pan, Bóg twój…".

Zaproszenie

Jesteśmy wielkimi szczęściarzami. Bóg zaprosił nas do siebie na ucztę. Wprawdzie mieli przyjść inni, ale nie chcieli. Miejsce się zwolniło. Byłbym głupi, gdybym się opierał i z zaproszenia nie skorzystał. Najważniejsze jest jednako, aby okazać się godnym tego zaszczytu.

Ludziom często się wydaje, że przychodząc do Niego – choćby na niedzielną Mszę - wyświadczają Mu wielką łaskę. A to nie prawda. To On, Pan Wszechświata, ciągle wyświadcza nam łaskę. Gdy zaprasza, jak tu odmówić?

5 = 2 = 1

Rodząc się, nie pojawiliśmy się na ziemi z pustymi rękoma – otrzymaliśmy od Boga kapitał: taki, jakiego sam Bóg zechciał nam udzielić. Dziwnie jest o tym pisać, pamiętając o tyle razy opuszczonych rękach, zwątpieniu, poczuciu bezsensowności wysiłków, zmęczeniu… W takich chwilach pojawia się pytanie, czy naprawdę coś mam…?

Na tle innych, obsypanych złotem, człowiek zdaje się sobie dziwnie szary…

Ile już razy daliśmy się zwabić w pułapkę porównań, pułapkę niewiary w Bożą szczodrobliwość dla nas! Łaska to nie matematyka.

Trzeba nam pomnożyć to, co otrzymaliśmy – i to nie, by napchać sobie kieszenie, ale by przysporzyć chwały swemu Panu. Trzeba nam koncentrować się nie na ilości: łask, modlitw, za które otrzymamy to i tamto; ale na aktywności: klęczeć, wznosić ręce, działać.

Agnieszka Łazarek

Do góry