Witamy na stronie www kościoła p.w. Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych w Krakowie

Strona główna ----> Wybór artykułów na poszczególne niedziele

Artykuł

21 października
Szkoła Jezusa

Podczas swojej publicznej działalności, Jezus, jako wędrowny nauczyciel, prowadził szczególnego rodzaju szkołę. Różniła się ona znacznie od szkół, jakie znamy dzisiaj, natomiast pod wieloma względami była podobna do innych współczesnych Jezusowi szkół, np. do starożytnych szkół filozoficznych. Podobnie jak szkoły prowadzone w dawnych czasach przez filozofów, również szkoła Jezusa nie posiadała specjalnego budynku szkolnego. Nauczyciele w starożytności, zwłaszcza tam gdzie klimat na to pozwalał, spotykali się ze swoimi uczniami najczęściej pod gołym niebem. Uczniowie siadali u stóp nauczyciela i słuchali jego nauk. Starali się nie tylko poznać je i zapamiętać, ale również stosować je w swym życiu. Czasami zadawali pytania nauczycielowi. Natomiast wszędzie towarzyszyli swojemu nauczycielowi i naśladując go, uczyli się od niego mądrości życia.

Tak można przedstawić najważniejsze różnice pomiędzy szkołą w starożytności, a szkołą współczesną. Jednak obok tych różnic zauważyć można także wiele podobieństw.

Na przykład już w szkołach starożytnych zdarzało się czasem, że – tak jak to niekiedy bywa także dzisiaj – niektóre szkoły były bardzo popularne; garnęły się do nich całe tłumy kandydatów na uczniów. Taką właśnie sytuację przeżywała szkoła Jezusa.

W ewangelii Łk 14, 25 słyszymy stwierdzenie: „Wielkie tłumy szły z Jezusem”.

Gdy dziś jakaś szkoła „cierpi” na „nadmiar” kandydatów, z reguły organizuje się egzaminy wstępne. Ich celem jest, aby spośród wszystkich chętnych wybrać tych najlepszych.

Co robi Jezus widząc, że idą za Nim „wielkie tłumy” kandydatów na uczniów?

Jezus nie organizuje egzaminów wstępnych do swej szkoły.

Czyni jednak coś bardzo podobnego do egzaminów wstępnych, ponieważ zwraca się do idącego z Nim tłumu i podaje warunki, jakie spełnić muszą kandydaci do Jego szkoły.

Cóż to za warunki? Oto trzy najważniejsze.

  1. W ewangelii (Łk 14,33) Jezus oznajmia: „Nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” Chodzi o to, by uznać wszystko, co mamy, bardziej za dar od Boga niż za wyłącznie naszą własność. Chodzi raczej o to, by uznać innych ludzi – zwłaszcza potrzebujących – za „współwłaścicieli” wszystkiego tego, co posiadamy. Chodzi o to, by, na miarę swych możliwości, być gotowym do dzielenia się z innymi posiadaną własnością. Chodzi wreszcie o to, by rzeczy materialne stały się dla nas jedynie środkiem do celu, jakim jest wspólnota, solidarność, dobroć i miłość, a nie celem samym w sobie.
  2. Kolejny warunek do spełnienia przez kandydatów do szkoły Jezusa brzmi: „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14,27).
    Co znaczy „nosić swój krzyż”? To znaczy przyjąć, zaakceptować w sposób twórczy to, co trudne, bolesne i nieznośne we mnie i wokół mnie, by pozytywnie wykorzystać także spotykający nas w życiu ból i trud dla własnego duchowego wzrastania i dojrzewania, a w perspektywie ostatecznej – dla zbawienia samego siebie i bliźnich. Takie „noszenie swego krzyża” staje się możliwe zwłaszcza wtedy, gdy czerpie swą siłę z prawdy wielokrotnie powtarzanej nam przez Jana Pawła II, że nie ma takiego krzyża, który, niesiony razem z Chrystusem, nie prowadziłby do zmartwychwstania. Tak „nosić swój krzyż” to wierzyć, że w życiu chrześcijanina, jak w życiu Chrystusa, po wielkopiątkowej udręce następuje zawsze zwycięstwo wielkanocnego poranka.
  3. Trzeci warunek sięga największej głębi ducha ludzkiego: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26). Ten warunek sięga do samej głębi mojego „ja”: trzeba „mieć w nienawiści” nie tylko ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i siostry, ale jeszcze samego siebie (!). Oczywistością jest, że nie może tu chodzić o uczucie nienawiści w sensie dosłownym. Intencją Jezusa jest raczej wskazanie na konieczność wewnętrznego oderwania się, postawienia miłości Boga ponad wszystko i wszystkich – nawet ponad najbliższych. Ostatecznie chodzi, więc o moją hierarchię wartości, o to, co jest dla mnie najważniejsze, kto zajmuje „tron” mojego serca, kto w nim naprawdę króluje.

Już wiele stuleci temu wielki św. Augustyn wypowiedział słowa, które pozostają niezmiennie aktualne do dnia dzisiejszego: „Tam, gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”.

Pójść za Jezusem nie jest łatwo, ale to jedyna droga zbawienia.

„Ja jestem drogą…”

„Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.

Postawmy sobie, zatem dzisiaj pytanie: czy i na ile te trzy Jezusowe warunki spełniamy? Czy chcemy je spełniać, by stawać się uczniami Chrystusa, chrześcijanami, nie tylko z nazwy? Nauka w szkole Jezusa trwa nieprzerwanie. Jak lekcyjny dzwonek rozlega się w niej głos Nauczyciela i Mistrza:
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy... i uczcie się ode Mnie...” (Mt 11,28-29).

Czy chcesz być uczniem Chrystusa?

Nie bój się zaangażowania w życie Jezusa!

On na Ciebie czeka!

Andro

Do góry